sobota, 07 lipiec 2018 23:11

Na straży jakości

Instytut Badawczy Materiałów Budowlanych Sp. z o.o. działa na rynku od siedmiu lat. Stoi na straży jakości przy budowie infrastruktury drogowej. Pełni funkcję pomostu między inwestorem i wykonawcą, a współpraca ze wszystkimi uczestnikami procesu inwestycyjnego pozwala mu na dogłębną analizę rynku.

 

 

W obszarze zainteresowań IBMB znajdują się badania: gruntu, betonu cementowego, mieszanek mineralnych i mineralno-asfaltowych, kruszyw, asfaltów oraz innych wyrobów budowlanych.

– Jeśli chodzi o obsługę inwestorów, są to głównie zarządcy w powiatach, miastach i gminach. W sieci dróg samorządowych prowadzimy także prace dla nadzoru budowlanego. W największych kontraktach – na autostradach i drogach krajowych – obsługujemy duże firmy wykonawcze. Dzięki tym doświadczeniom poznajemy specyfikę każdego uczestnika rynku budowlanego – informuje Marek Krajewski, prezes zarządu IBMB.

W tej chwili spółka prowadzi kilka dużych kontraktów autostradowych i kilkanaście mniejszych. Jednak coraz częściej, poza standardową usługą laboratoryjną, praca IBMB obejmuje także doradztwo techniczne.

– Nasi technolodzy rozwiązują problemy powstałe na placu budowy. Podejmujemy się kompleksowej obsługi związanej z nadzorem na budowach – dodaje Krajewski.

Inwestorzy

Praca IBMB zaczyna się natychmiast po podpisaniu umowy pomiędzy inwestorem a wykonawcą. Określany jest zakres prac i badań. Na wezwanie inwestora lub działającego na jego zlecenie inspektora nadzoru albo kierownika budowy pobierane są próbki do badań. Otrzymany wynik jest przekazywany inwestorowi. To standardowa ścieżka postępowania. Tymczasem obecnie inwestor oczekuje także optymalizacji.

– Dla nas oznacza to ścisłą współpracę z inwestorem i uświadamianie go, że optymalizacja zaczyna się na samym początku procesu, od przygotowania specyfikacji technicznej (ST). Znając potrzeby i warunki lokalne, tworzymy odpowiednie ST – zaznacza Krajewski.

Na rynku budowlanym ważny jest kompromis pomiędzy kosztem wykonania obiektu a jego trwałością, bezpieczeństwem i funkcjonalnością. Optymalizacja nie jest więc stricte oszczędnością i zakłada szerokie spojrzenie na inwestycję.

W przypadku dróg samorządowych konieczne jest rozliczenie zadania w tym samym roku obrachunkowym. Niestety, zdarza się, że dopiero jesienią inwestor dysponuje środkami na remonty dróg, a jest zmuszony do ich wydania do końca grudnia. W tym okresie nie powinno się już jednak prowadzić prac z uwagi na niesprzyjającą aurę: przymrozki, opady śniegu i deszczu.

Pomimo konieczności stosowania w przetargach kryteriów pozacenowych, w praktyce nadal to cena decyduje o wyborze wykonawcy.

– Dotyczy to także usług laboratoryjnych. Cierpi na tym jakość wykonania prac budowlanych. W tym roku czekają nas wybory samorządowe. Paradoksalnie to okres budowy najdłuższych i najtańszych nawierzchni drogowych i chodników, prowadzących do lokali wyborczych – konstatuje Krajewski.

Diabeł tkwi w szczegółach

Prezes Krajewski, jako przewodniczący Komitetu 108 w Polskim Komitecie Normalizacyjnym i uczestnik zespołów przygotowujących dokumenty techniczne (Wymagania Techniczne: WT–1, WT–2, WT–4, WT–5) dla GDDKiA, od lat postuluje stworzenie jednolitych ST dla całej Polski.

– Brak takich przepisów otwiera pole do interpretacji technologii osobom, które nie zawsze znają aktualne przepisy budowlane i nowoczesne rozwiązania. Powstaje zupełnie inny rodzaj „optymalizacji”. Co prawda, założenia projektu zostają osiągnięte, ale kosztem jakości – ostrzega.

Przez najbliższe lata pracy dla drogowców nie zabraknie, czeka nas bowiem boom budowlany. W przetargach startuje mniej firm, a ceny wzrosły.

– Inwestorzy obawiają się przekroczenia budżetu, więc pojawia się pokusa pogorszenia jakości pod płaszczykiem optymalizacji. Jest jednak i pozytywny komunikat. Pracując blisko z inwestorami, widzimy, jak bardzo ci ludzie są oddani lokalnej społeczności i jak z roku na rok coraz chętniej korzystają z usług firm kontrolujących jakość inwestycji – podsumowuje Krajewski.

Wykonawcy

O wykonawcach napisano i powiedziano dużo złych rzeczy. Tworzony od 2008 roku kulawy system technologicznych „przepisów” budowlanych ogranicza możliwości optymalizowania procesu. Zakłada, że wszyscy oszukują: dostawca materiałów budowlanych nierzetelnie deklaruje właściwości wyrobu, wykonawca – zawyżoną jakość wykonania, a inżynier nadzoru udaje, że kontroluje jakość robót.

– Ze względu na boom budowlany wykonawcy boją się reklamować dostarczane wyroby, aby nie trafić na czarną listę u dostawców. Czy nie tak samo było w latach 2008–2012? – przypomina Krajewski.

W atmosferze braku zaufania trudno jest optymalizować projekty. Zaostrzane są przepisy wymuszające określoną jakość i hamujące wprowadzanie usprawnień czy stosowanie technologii nowoczesnych albo zamiennych.

Średni czas wprowadzenia nowego rozwiązania na rynek to od trzech do pięciu lat. W tych warunkach optymalizowanie np. za pomocą nowoczesnych technologii jest trudne, a wykonawca, który chce to zrobić, naraża się na oskarżenie o złamanie warunków przetargowych.

Doskonale ilustruje to przykład przetargów GDDKiA „projektuj i buduj”. Szczytna formuła, która miała na celu przeniesienie odpowiedzialności za jakość – a tym samym poszukiwanie najlepszych rozwiązań – na wykonawcę, została stłamszona poprzez narzucenie warunków technologicznych (zob.: www.gddkia.gov.pl/pl/1995/Wzorcowe-Warunki-Kontraktowe-WWK-dla-systemu-Projektuj-i-buduj).

– Policzyliśmy, że w ramach świadczonych przez nas usług liczba nieuczciwych wykonawców maleje i wynosi około 8 proc. Wśród tych 8 proc. „optymalizacja” należy do klasycznych wymówek, usprawiedliwiających np.: celowe użycie i wbudowanie materiałów gorszej jakości, zmniejszenie ilości spoiw w stosunku do wymagań recepturowych, wyszukiwanie w ST zapisów, które otwierają furtki prawne do zastosowania rozwiązań nieakceptowanych przez inwestora, czy pocienianie droższych warstw nawierzchni – wylicza Krajewski.

Warto jednak podkreślić, że firmom wykonawczym coraz bardziej zależy na prawdziwej optymalizacji. Proponują technologie zamienne na etapie zapytań do przetargu. Promują nowoczesne rozwiązania w ramach własnych budżetów, np. RCC czy SMA JENA. Organizują seminaria i szkolenia poświęcone nowym technologiom. Piszą własne ST, umożliwiające właściwe stosowanie technologii, i promują korzystanie z tych specyfikacji.

– Opisane zjawiska ukazują słodko-gorzki smak naszej budowlanej rzeczywistości. Diagnoza brzmi: działamy na bardzo tradycyjnym rynku, gdzie występujące przez lata patologie sprawiły, że słowo „optymalizacja” stało się synonimem oszustwa. Pojawia się jednak coraz więcej dobrej energii, która przekłada się na uczciwe poszukiwanie najlepszych rozwiązań. A liczba i jakość punktów kontrolnych utrudniają życie krętaczom – podsumowuje Krajewski.

Hasło IBMB – „Wspieramy jakość” – świadczy, że ważna jest współpraca, a także zgodne ze sztuką inżynierską i prawem rozstrzyganie, co jest optymalizacją, a co zwykłym oszustwem. W poszukiwanie najlepszych rozwiązań muszą być zaangażowane wszystkie strony procesu. To jedyna droga, aby zachować odpowiednią jakość realizowanych obiektów.

Dział: Temat Wydania
piątek, 09 czerwiec 2017 10:50

Standardy wpisane w DNA

Naszym celem jest wyróżnienie się na rynku. Jeśli chodzi o jakość, jesteśmy bezkompromisowi – podkreślił Bogusław Lasek, dyrektor ds. jakości betonu i kruszyw w LafargeHolcim w Polsce, w rozmowie z Anną Krawczyk.

 

Jak rozumiana jest w Państwa firmie jakość? Czy wpływa ona na politykę LafargeHolcim w Polsce?

Chcemy być znanym i uznawanym na rynku dostawcą rozwiązań. Jedną ze strategii naszej firmy w Polsce jest wyróżnienie się spośród dostawców materiałów budowlanych w sektorze infrastruktury, w którym także pracujemy. Polega to m.in. na oferowaniu klientom rozwiązań najwyższej klasy. Rozwiązań, które są dopasowane do ich potrzeb i których tak naprawdę nasi klienci oczekują. Co ważne, nie mogą być one ryzykowne ani kosztowne dla inwestora. Dlatego też, jeśli chodzi o jakość, jesteśmy bezkompromisowi.

A w jaki sposób wypracowujecie rozwiązania, żeby były dopasowane do potrzeb klientów?

To proste. Jesteśmy blisko naszych klientów, wysłuchujemy ich i rozwiązujemy ich problemy. Ważnym elementem jest po prostu zrozumienie, czego klient tak naprawdę potrzebuje. Stąd też prężnie działające w naszej firmie działy handlowy i techniczny. W ramach tego drugiego powołaliśmy: Dział Technologii i Jakości, Dział Doradztwa Technicznego oraz Dział Badań i Rozwoju. Ich zadaniem jest rozpoznawanie potrzeb klienta oraz, przede wszystkim, doradztwo, w jakim zakresie rozwiązań powinniśmy się poruszać podczas realizacji danej inwestycji.

Na czym tak właściwie polega wsparcie oferowane przez Państwa firmę?

Rozwiązania, które są przez nas oferowane klientowi, nie tylko spełniają wymagania podstawowe, np. wyspecyfikowane, ale tak naprawdę uwzględniają jego oczekiwania, zidentyfikowane dzięki aktywnemu udziałowi w procesie budowlanym, niejednokrotnie już na etapie projektowania. Celem podejmowanych działań jest ułatwienie procesów inwestycyjnych i przyczynianie się do osiągnięcia jak najlepszych wyników przez klienta.

Jaką rolę w Państwa firmie pełni Dział Badań i Rozwoju, o którym Pan wspomniał?

Jego głównym celem jest przede wszystkim rozwój kompleksowych rozwiązań. To również wsparcie oferowane klientom na etapie przygotowania inwestycji i później, podczas realizacji. Każde rozwiązanie dopasowujemy do potrzeb klienta i na każdym etapie jesteśmy w stanie go wspierać, przeprowadzając badania kontrolne. Przykładowo przy wykonywaniu elementów wielkogabarytowych możemy zaplanować cały proces: począwszy od zaproponowania technologii, a skończywszy na realizacji danego elementu. Na etapie laboratoryjnym zespół R&D może przygotować np. analizę rozkładu temperatur, sposobu betonowania czy też zalecić sposób pielęgnacji dopasowany do konkretnego elementu. Każde takie doświadczenie daje nam wiedzę, którą wykorzystujemy w dalszych pracach nad unowocześnianiem oferowanych produktów i usług.

Jakość, która ciągle się przewija w naszej rozmowie, to innowacyjne rozwiązania. Jakie zatem innowacje wprowadziliście Państwo ostatnio?

Posiadamy całą gamę rozwiązań, które oferujemy naszym klientom po to, aby mogli – razem z nami – rozwijać się i wyróżniać na rynku. Przykładem jest beton przepuszczający wodę. Wodoprzepuszczalna powierzchnia bardzo dobrze sprawdza się na placach manewrowych i parkingach. Wykorzystując ten produkt, można w bardzo prosty sposób odprowadzić do instalacji dużą ilość wody (np. w czasie opadów). Ten rodzaj betonu doskonale wpisuje się w potrzeby dzisiejszego środowiska i klientów. Kolejnym rozwiązaniem, które można wykorzystać w hydrotechnice, jest beton podwodny. Coraz częściej ma on zastosowanie w umocnieniach podwodnych, na dnach morskich czy rzecznych.

A coś dla bardziej tradycyjnych realizacji?

Chociażby betony samozagęszczane, które doskonale wypełniają formę. W ten sposób przyspieszamy i ułatwiamy pracę z elementami trudnymi do zabetonowania. Kolejny nasz produkt, beton wypełniający, może zaś w szybki i bezpieczny sposób wypełnić stare kanały, np. burzowe czy odwadniające, bez konieczności ich demontażu. Kolejnym produktem, który także możemy zastosować do realizacji tradycyjnych, są betony lekkie, wykorzystywane przy remontach starych kamienic, ale też przy budowie obiektów mostowych, aby zbyt nie obciążać konstrukcji.

Nad jakimi rozwiązaniami pracują teraz Państwa specjaliści?

Nasze zespoły techniczne ciągle pracują nad unowocześnianiem obecnych rozwiązań, a także rozwijaniem nowych. Wszystkie wprowadzane przez nas rozwiązania mają zaspokoić potrzeby naszych klientów, a tym samym ułatwić im proces inwestycyjny i zoptymalizować koszty budowy.

Oferowane przez Państwa doradztwo obejmuje zarówno firmy wykonawcze, projektantów, jak i inwestorów różnego szczebla?

Tak. Na każdym etapie inwestycji współpracujemy zarówno z generalnym wykonawcą, jak i projektantami, inwestorami oraz osobami prowadzącymi nadzór inwestorski. Chcemy być ważnym partnerem na każdym etapie inwestycji i proponować rozwiązania, które będą najlepsze w konkretnym przypadku.

Na co wykonawca inwestycji i inwestor powinni zwrócić uwagę, wybierając Państwa produkty?

Przede wszystkim inwestor powinien być otwarty na nowości, które pojawiają się w branży. Taka postawa może naprawdę pomóc w sprawnej realizacji inwestycji. My, jako firma, mamy duże możliwości produktowe i usługowe, które możemy wykorzystać na etapie przygotowania oferty. Znając najlepiej własne rozwiązania i ich możliwości, możemy wspomóc klienta w przyspieszeniu procesu inwestycyjnego. Jakość jest dla nas standardem wpisanym w DNA firmy. Z tym że także i klienci powinni zwracać uwagę na aspekt jakościowy przy wyborze dostawcy materiałów. Dzięki temu unikniemy generowania ryzyka podczas procesu inwestycyjnego.

A co z kwestią bezpieczeństwa Państwa pracowników? Jak ważne są procedury bezpieczeństwa przy produkcji w Państwa zakładach?

Nasza firma dokłada wszelkich starań, aby spersonalizować bezpieczeństwo pracy. Procedury są jednak tylko procedurami, a wiadomo, że nie każde ryzyko w naszych zakładach pracy i na placu budowy można przewidzieć. Dlatego chcemy, aby wszyscy nasi pracownicy wiedzieli, gdzie jakie ryzyka mogą występować, jak im przeciwdziałać i jakie środki należy przedsięwziąć, aby wykonywać pracę bezpiecznie. Wartością nadrzędną dla nas jest bezpieczeństwo pracowników i nas samych. Chociażby z tego powodu można nas spotkać na budowach podczas rozmów z kierownictwem czy nadzorem budowlanym na temat tego, co może stanowić potencjalne ryzyko, a jest pomijane przez kierownictwo. Procedury tak, ale bezpieczeństwo i jego personalizacja przede wszystkim!

Dziękuję za rozmowę.           

Dział: Temat Wydania
wtorek, 03 styczeń 2017 17:57

Nowa filozofia w budownictwie?

Ustawodawstwo unijne narzuca Polsce stosowanie szeregu norm i dyrektyw. U ich podstaw leży bardzo prosta filozofia. O jej tajnikach z dr. hab. inż. STEFANEM GÓRALCZYKIEM, prof. nadzw., dyrektorem Instytutu Mechanizacji Budownictwa i Górnictwa Skalnego, rozmawia Anna Krawczyk.

 

Jak zapewnić najwyższą jakość w inwestycjach drogowych?

Jakość musi być zachowana na każdym etapie, czyli przy projektowaniu, przy produkcji materiałów i przy wykonawstwie. Równie ważnym elementem jest dobór odpowiednich materiałów do danej inwestycji i technologii.

Jeśli chodzi o jakość materiałów, czy coś by Pan poprawił?

Jeszcze zanim przystąpiliśmy do struktur unijnych, miałem przyjemność opiniować i przygotowywać dokumenty dla różnego rodzaju komitetów. Były one wypracowane w ciągu kilku dekad przez najwybitniejszych ekspertów świata nauki, ale też przez producentów materiałów i wykonawców. Tymczasem gdy przyszła pora przyjęcia norm, dyrektyw i innych dokumentów w Polsce w latach 90. XX w., wywiązała się niepokojąca dyskusja. Część środowiska nie rozumiała, dlaczego musimy je przyjmować, skoro mamy własne dokumenty. Szkopuł polegał na tym, że dokumenty unijne prezentowały zupełnie nowe podejście do jakości. Wymagały zmiany filozofii myślenia. Można to podsumować jednym słowem: odpowiedzialność. Cały system europejski osadzony jest na odpowiedzialności. To dobra droga, którą i w Polsce powinniśmy podążać.

Jeśli chcemy wprowadzić produkt na rynek, nieważne, czy to kruszywo, czy mieszankę, musimy zadeklarować, że ma on odpowiednią jakość zgodną z normami. Odbiorca na podstawie treści deklaracji zgodności wybiera odpowiedni dla jego inwestycji wyrób.

A do tej pory te wymagania nie były na wyrost?

Tak zwana wysoka jakość jest pojęciem względnym i zawsze musi być rozpatrywana w kontekście zastosowania. Podam przykład z życia wzięty. Wiadomo, że najlepszego i najdroższego obuwia nie ubierzemy w deszcz, bo się zniszczy. Cóż więc z tego, że mamy wyrób z najwyższej półki, kiedy najodpowiedniejsze na słotę są zwykłe kalosze. Sytuacja jest analogiczna z doborem materiałów. Nawet najlepsze materiały się nie sprawdzą, gdy zastosujemy je w nieodpowiedni sposób. Przy okazji proszę zwrócić uwagę, ile można dzięki takiemu podejściu zaoszczędzić, a zdaje się, że minister infrastruktury ciągle szuka oszczędności.

Wspominając jeszcze o podejściu komitetów unijnych do materiałów budowlanych, to producent na zasadzie dobrowolności deklaruje, do której grupy jakościowej rekomenduje swój wyrób. Niestety, nie ma tam miejsca na szczegółowe określenie zastosowania czy przeznaczenia.

Kto w takim razie o tym decyduje?

O zastosowaniu konkretnego wyrobu o konkretnej jakości do danej inwestycji decyduje zamawiający, który razem z projektantem odpowiadają za końcowy efekt – w naszym przypadku to droga. Podkreślam jeszcze raz, w uregulowaniach normowych nie ma w tej chwili żadnych wymogów dla kierunkowego zastosowania materiałów. Decyduje ten, kto buduje drogę, stąd wniosek, że musi się na tym znać.

Prowadzicie Państwo certyfikację w ramach Zakładowej Kontroli Produkcji. Czy to tylko przykry obowiązek dla producentów mieszanek mineralno-asfaltowych?

We wszystkich procesach produkcyjnych niezwykle ważnym zagadnieniem jest stałość i powtarzalność. Przy zmiennej jakości surowców nie jest to rzeczą łatwą. W związku z tym normy mają widełki, pewien rozrzut, gwarantujący bezpieczne użycie produktu. System ZKP przez zastosowanie odpowiednich procedur ma więc służyć stałości produkcji.

Niestety, nasi audytorzy nie sprawdzają wszystkich surowców. Część badań dostarczają sami producenci surowców, a my przyjmujemy je na wiarę. Przy czym niektórzy producenci materiałów budowlanych szerokim łukiem omijają polskie instytuty i przeprowadzają certyfikację w krajach ościennych. Nie jest tajemnicą, że jest tam łatwiej i taniej uzyskać znak CE. PCA przygląda się zjawisku, ale ma związane ręce. Apeluję więc zarówno do producentów mieszanek, jak i audytorów, aby bardziej się przyglądać przedstawianym wynikom badań. Badane parametry chemiczne, fizyczne czy mechaniczne powinny być kompatybilne ze sobą. Przykładowo, wytrzymałość na ściskanie i zginanie powinna być mierzona razem. Znak CE jest potwierdzeniem uzyskania pozytywnych badań i efektem audytu. Nie wypaczajmy tego procesu.

Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad zapowiedział wprowadzenie do przetargów kryterium szorstkości nawierzchni. Czy Pana zdaniem to dobry pomysł?

To podstawowy czynnik bezpieczeństwa. Przy czym istnieje kilka metod badawczych tego parametru. Na dokładność pomiaru wpływa też szereg elementów. Potrzebujemy jednolitej metodologii badań. Podobnie było z parametrem PSV (polerowalność) w kruszywach. Wszedł do Polski wraz z normami europejskimi i na początku wywoływał wiele kontrowersji. Zapewne podobnie będzie z szorstkością. Ponadto każde dodatkowe badanie powoduje dodatkowe obciążenie dla firm.

Pozostając w kwestii kosztów, u podstaw opracowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego, które zastąpiło dotychczasową dyrektywę, leżał jeden wniosek lobby producenckiego, żeby ograniczyć czas i koszty badań.

Wspominał Pan o parametrze polerowalności kruszyw. W zeszłym roku zaprezentowaliście Państwo technologię produkcji kruszywa w oparciu o zagospodarowanie odpadów. Jakie jest jego PSV?

63. Trudno znaleźć kruszywa naturalne, które miałyby ten parametr większy niż 60. Z kruszyw sztucznych jedynie żużlom udało się go uzyskiwać na takim poziomie, ale jest wiele ograniczeń ich zastosowania.

Gdzie można więc zastosować Państwa kruszywo?

Wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom GDDKiA i ich propozycji rozjaśniania nawierzchni. Kilka lat temu zalecano używanie w tym celu gabra, my jednak mamy produkt o wiele lepszy i tańszy. Zastosowanie jest bardzo szerokie od hydroponiki (przykładowo w hodowli fiołków) do tworzenia bardzo lekkich izolacyjnych elementów betonowych, a skończywszy właśnie na jasnych nawierzchniach.

Głównym surowcem służącym do produkcji kruszywa jest to, co obecnie najbardziej uciążliwe, czyli osady ściekowe. Zawierają one znaczne ilości substancji organicznych. Jako ciekawostkę powiem, że wiele firm po odmineralizowaniu stosuje odpady ściekowe jako paliwo, bo jego kaloryczność jest porównywalna do węgla.

Z jednej strony utrzymywanie wysokiej temperatury, a z drugiej strony gazy powodują, że otrzymany materiał jest porowaty. Stąd właśnie wysoki parametr PSV. Ponadto kruszywo jest lekkie, może więc zastąpić keramzyt. Możemy uzyskać bardzo małe ziarna 0,6–0,8 gr/cm3, nadające się do izolacji.

Czy istnieje jeden, czy kilka rodzajów Państwa kruszywa?

Technologię produkcji dostosowujemy do oczekiwań klienta. Zmieniając proporcję składników, możemy otrzymać więc oczekiwany produkt. Kolor, jasność, gęstość dostosowujemy do potrzebnych zastosowań.

Firma NTI uruchomiła niedawno, na naszej licencji, produkcję w ramach projektu badawczego. Idzie im bardzo dobrze właśnie dzięki uniwersalności zastosowań.

Czym w przyszłości zaskoczy nas instytut?

Prace instytutu są zgodne z kierunkiem wskazanym przez UE – czyli maksymalne wykorzystanie surowców wtórnych. Nie ma potrzeby specjalnego uzasadniania takiego podejścia, bo surowce naturalne w dużej mierze są nieodnawialne.

Właśnie efektem tych prac jest nasze sztuczne kruszywo. W przyszłości należy się spodziewać równie ciekawych projektów, ale o tym przy innej okazji.

Dziękuję za rozmowę.

Dział: Temat Wydania
Strona 1 z 2

Logowanie