InfrastrukturaMiesięcznik

Infrastruktura (121)

poniedziałek, 25 wrzesień 2017 06:00

Kłopotliwy dochód z inwestycji unijnych

Napisane przez
Kłopotliwy dochód z inwestycji unijnych

Kamil Tkaczyk, samorządowiec, wykładowca na PWSH „Pomerania” w Chojnicach

 

Przez ostatnie 13 lat nieustannie staramy się, aby nasza infrastruktura drogowa ulegała sukcesywnej poprawie, dlatego chcemy jak najlepiej wykorzystać dostępne środki unijne na budowę nowych dróg oraz przebudowę starych i wysłużonych. Mamy jak najlepsze intencje, aby usprawnić układ komunikacyjny, który nie był modernizowany od lat 80. ubiegłego wieku. Często jednak w ferworze walki o pozyskanie funduszy zapominamy, że nasze projekty mogą generować dochód…

W trakcie kontroli trwałości projektów dofinansowanych ze środków unijnych w ramach budżetowania za okres 2007–2013 komisje weryfikujące zadawały pytania właśnie o takie dochody.

Perspektywa budżetowa 2007–2013

Projekty drogowe finansowane przy udziale środków unijnych w tym okresie nie miały jasno określonych norm odnośnie sposobu, w jaki należy rozliczyć dochód wygenerowany przez projekt. Ponieważ realizacja projektów z tej perspektywy zakończona została niejednokrotnie w 2015 r., to do 2020 r. możemy spodziewać się ich kontroli przez jednostki finansujące; inspekcje zostaną przeprowadzone jeszcze w oparciu o stare zasady.

W praktyce wykształciły się dwa pojęcia określające dochód w projektach unijnych.

Dochody incydentalne

Pierwszym pojęciem są dochody incydentalne wygenerowane w trakcie realizacji projektu. Należy tu zaliczyć wszelkie wpływy środków pieniężnych uzyskanych przez beneficjenta projektu, w szczególności kwalifikowane dochody wskazane w druku ofertowym, jaki złożył oferent w toku postępowania przetargowego. Uwzględniane są tu więc: wpływy z odzysku destruktu, jaki został odsprzedany wykonawcy do ponownego wbudowania lub do jego swobodnego wykorzystania; sumy z tytułu sprzedaży drewna w związku z wycinką drzew kolidujących z przebiegiem drogi; gruz uzyskany z rozbiórki obiektów mostowych i kubaturowych, jeśli może być wbudowany w warstwy konstrukcji drogi; dochody z odsprzedaży elementów zbrojenia na złom.

Beneficjenci projektów unijnych z tego typu dochodami nie mają problemów i wiedzą, że wszystkie pomniejszają wartość projektu, a tym samym zmniejszają procentowy udział dofinansowania ze środków unijnych. Zazwyczaj wszelkie incydentalne dochody powstałe w trakcie realizacji projektu są rozliczane we wniosku końcowym.

Dochody po realizacji projektu

Trochę gorzej ma się jednak sytuacja z dochodami generowanymi przez projekt, ale już po jego zrealizowaniu.

Tworząc projekt budowlany, jesteśmy w stanie z góry określić, jakie parametry będzie miała dana droga, w jakim będzie przekroju, jak szeroki będzie niezbędny pas drogowy. Nie mamy natomiast wpływu na to, co może się zdarzyć w przyszłości z nowo wybudowaną drogą. Wyobraźmy sobie sytuację, że rada gminy dwa lata po wybudowaniu drogi postanowi objąć ją Strefą Płatnego Parkowania, czyli dotąd bezpłatne zatoki parkingowe stają się miejscami płatnymi i generują przychód do kasy gminy. A to tylko jeden z wielu przypadków, kiedy droga może generować przychód.

Jako zarządcy dróg wiemy, że w pasie drogowym może znajdować się infrastruktura niezwiązana z funkcjonowaniem drogi, czyli tzw. infrastruktura towarzysząca, której umieszczenie jest niejednokrotnie odpłatne. Oprócz niezbędnych kanałów technicznych do obsługi oświetlenia ulicznego i sygnalizacji świetlnej w duktach umieszcza się np. sieci telekomunikacyjne i energetyczne. Ponadto w pasie drogi funkcjonują instalacje wodno-kanalizacyjne, ciepłociągi, gazociągi. Umieszczenie w pasie drogowym infrastruktury niezwiązanej z drogą podlega stosownym opłatom zgodnie z prawem miejscowym w poszczególnych samorządach.

Kolejnym przypadkiem, kiedy uzyskuje się przychód, jest umieszczanie reklam w pasie drogowym. Oprócz stałych reklam, podlegających obowiązkowi uzyskania pozwolenia od jednostki architektury (pylony reklamowe, reklamy wielkopowierzchniowe, reklamy czasowe), mamy również nagminnie spotykane w silnie zurbanizowanych przestrzeniach tzw. potykacze, banery. Często w okresie kampanii wyborczych jesteśmy świadkami wykorzystania wiat przystankowych oraz słupów oświetleniowych jako nośników reklam wyborczych. Ponadto za każde zatrzymanie się na przystanku pojazdu transportu zbiorowego pobierana jest stosowna opłata, zgodnie z miejscowo obowiązującą uchwałą.

Nie każdy też wie, że za zajęcie pasa drogowego pod działalność usługową typu: ogródki piwne, pawilony handlowe (kioski), budki z fast foodami, punkty lotto, słupy reklamowe, bankomaty, automaty do sprzedaży napojów również są pobierane opłaty, które stanowią przychód wygenerowany na drodze wybudowanej z dofinansowaniem ze środków unijnych i podlegają obowiązkowi ujawnienia komisji weryfikującej projekt.

Wszelkie przychody uzyskane po zrealizowaniu projektu mogą więc wpłynąć na wysokość uzyskanego dofinansowania, a niekiedy postawić nas przed obowiązkiem zwrotu części funduszy wraz z odsetkami. Aby tego uniknąć, należy obok przychodów przedstawić także koszty, które generuje projekt w związku z uzyskiwanymi przychodami.

Koszty pomniejszające przychody – brak zysku

Najlepszym rozwiązaniem, do którego powinniśmy dążyć, jest zbilansowanie przychodów z kosztami tak, aby nasz wynik był co najmniej równy zeru albo jeszcze lepiej – by był ujemny.

W ramach kosztów należy w szczególności uwzględnić:

– koszty trwałego zarządu, czyli te, które ponosi się w zakresie pełnionego zarządu nad drogą: stałe koszty budynków, kadry, faksów, telefonów, druku (jednak tylko w części odnoszącej się do projektu);

– koszty utrzymania technicznej sprawności drogi, czyli malowania pasów, utrzymania w czystości znaków pionowych, ich wymiana, koszty utrzymania zimowego i letniego, uzupełniania ubytków, przeglądów rocznych i pięcioletnich, zarządzania szafami oświetleniowymi i utrzymania oświetlenia w sprawności;

– koszty pracownicze, czyli koszty zatrudnienia pracowników, którzy zajmują się nadzorem nad czystością, sprawnością techniczną drogi; koszty zatrudnienia pracowników weryfikujących prawidłowość umieszczenia reklam w pasie drogowym, kontrolerów Strefy Płatnego Parkowania; koszty funkcjonowania biura Strefy Płatnego Parkowania;

– koszty podatkowe (w przypadku wybudowania kanalizacji deszczowej w ramach inwestycji drogowej płaci się tzw. podatek deszczowy).

Dochód stał się faktem – co dalej?

Jeśli okazuje się, że projekt generuje zbyt duże przychody względem kosztów, mówimy, że projekt generuje dochód. Niestety, może to skutkować obowiązkiem zwrotu części dofinansowania. Czy tak się stanie, zależy od jednostki finansującej. Ewentualna decyzja o zwrocie (wraz z odsetkami) jest niezwykle kłopotliwa zarówno dla beneficjenta, jak i jednostki rozliczeniowej. Beneficjent bowiem nie ma w budżecie takiej pozycji i może mieć spory kłopot, by stosowną zmianę budżetową wprowadzić, z kolei jednostka finansująca będzie musiała użyć dosyć mocnych argumentów, aby uzasadnić zwrot już rozliczonych i zakwalifikowanych środków unijnych do budżetu Unii. Każda ze stron napotyka więc problemy.

W związku z tym czasem lepiej powstrzymać się od pewnych sposobów na łatanie gminnych dziur budżetowych i pozwolić użytkownikom cieszyć się piękną drogą bez wszędobylskich reklam, mnóstwa punktów handlowych czy Stref Płatnego Parkowania…

piątek, 09 czerwiec 2017 10:58

Piękno brzydoty, a brak strachu...

Napisane przez
Piękno brzydoty, a brak strachu...

O treściach fałszywie ujemnych i akceptowaniu brzydoty dnia codziennego, radzeniu sobie z emocjami pomimo wszystko i wszystkich z Robertem Kroolem, współtwórcą nowej kategorii scenicznej Mentoring Theater, prezesem zarządu Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców, rozmawia Anna Krawczyk.

 

Jestem niezwykle ciekawa, czym zajmuje się Stowarzyszenie Profesjonalnych Mówców…

Promujemy erystykę, dialektykę i retorykę sceniczną. Sztuki te we współczesności zanikają. Skupiamy mówców różnych specjalizacji: prawników, lekarzy, biegłych rewidentów, także psychologów i inżynierów. Ćwiczenia aktorskie, oratorskie są de facto ćwiczeniami terapeutycznymi. Jeśli trzysta czy czterysta razy odegra się rolę, w której jest poczucie winy, radości lub smutku – wpływa to bardzo terapeutycznie, osoba rzeczywiście zaczyna czuć te emocje. A emocje to energia; i stąd już krótka droga do dzieła. Takie metody stosujemy w nowo otwartym Liceum LifeSkills Nr 1 w Warszawie. Młodzież uczy się umiejętności użytecznych życiowo, jak np. przeżywania trudnych rozmów, rozwiązywania sporów i pokonywania lęku przed wystąpieniami publicznymi…

Jak więc ma się dziś kultura polska?

Nie najlepiej, być może jako naród mamy do niej mało szacunku. Manifestuje się to w prosty sposób: to, co polskie, jest złe, a to, co pochodzi z zagranicy, jest super. Emigracja po otwarciu granic UE była kwestią wolnego wyboru, ale niekoniecznie już kwestią wyboru świadomego… Część osób rozczarowana wróciła do kraju i ma prawo doświadczać problemu z tożsamością. Patrząc na ostatnie 400 lat naszej historii, trudno zaobserwować w niej ciągłość państwowości – bo zabory, bo przesunięcie granic, bo przesiedlenia.

A język, mowa jest formą wyrazu kultury, w tym uczuć. Brak mowy, przestrzeni dla języka, generuje wiele obaw, bo milcząc, nie wyrażamy się. Ciągle część społeczeństwa ma niewyrażone kompleksy, przykryte czymś na kształt intelektualnego szpachla, stąd dla niektórych kluczową kwestią w kształceniu dzieci może być nauka języka obcego. Tymczasem w edukacji od zarania dziejów kluczowa jest nauka samodzielnego myślenia, czyli: jak myśleć, a nie: co myśleć!

Czy w związku z tym spora część Polaków ma problem z wyrażaniem uczuć?

Budowanie kompetencji emocjonalnych jest osią mentoratu, którym zajmuję się od 25 lat. Dorosły mężczyzna zapytany, co czuje, odpowiada z głowy: „wydaje mi się, sądzę…”, a nie z serca, czyli: „czuję smutek”. Mężczyznom bardzo trudno jest mówić o uczuciach, a jeszcze trudniej o emocjach pierwotnych: gniewie, smutku, radości lub strachu – bo trzeba się z nimi skonfrontować. Łatwiej jest powiedzieć „jestem wkurzony”, niż „boję się”, ponieważ wtedy można wyjść na mięczaka. Doprowadzenie mężczyzny w wieku 45–50 lat do tego, aby przyznał się, że jest bezradny, zajmuje czasami tygodnie. Łatwiej mu stwierdzić, że jest zdenerwowany lub że czuje się bezsilny, bo pokazuje wtedy zaangażowanie. U kobiet jest trochę lepiej z odczuwaniem.

Tak więc język wiodący określający tożsamość jest ważny, a priorytet stanowi nauczenie się myślenia w tym języku… Przykładowo powszechne pojęcie „intuicja” to de facto przeczucie. Dla mężczyzn może być jednak kłopotliwe. Szybciej przyjdzie nam powiedzieć: „wyliczyłem – nie wyliczyłem”, „wiem – nie wiem”. Jednak „przeczuwam”…? To brzmi słabo. A może jednak warto się nad tym zatrzymać?

Bardzo modnym określeniem jest też słowo „innowacje”…

Tak, to za nim ukrywają się nowe marże; z tym, że na dziesięć wprowadzanych przez korporacje nowości, średnia skuteczności wynosi 1,5, czyli 15 proc. Peter Drucker już w latach 70. opisywał, że świat jest pełen bezużytecznych innowacji. Być może z tego powodu szereg osób woli więc operować wyrażeniem „innowacja”, bo trudno im odpowiedzieć na pytania: Ile ma wynosić marża za nowy produkt?, Czy w ogóle będzie i kiedy nadejdzie? Nowe marże to sformułowanie, które szybko buduje kontakt z bazą.

Ale to nie brzmi poetycko?

To prawda, na wyciągach z konta brak miejsca na piękne słowa. Jako mówcy zwracamy uwagę, by nie malować rzeczywistości, lecz ją obnażać, doświetlać. Dużym niebezpieczeństwem obecnie jest tyrania optymizmu, przykrywanie rzeczywistości, fałszywie dodatnie ubarwianie. Mało kto uczy, jak żyć z brzydotą. Tymczasem obcowanie z brzydotą uczy użyteczności, czyli podejścia do spraw fałszywie ujemnych. Umiejętność przeżywania rzeczywistości lub trudnych rozmów buduje realne poczucie bezpieczeństwa i użyteczności. To jest obecność.

Czy patrząc na osoby występujące na scenie, możemy zobaczyć u nich to poczucie użyteczności względem swoich kompetencji?

Jako żywo. Jeśli ktoś przeżywa traumę, wyrzucili go z pracy, niczego w życiu nie osiągnął, ma niskie poczucie wartości – to wychodząc na środek, robi sobie terapię kosztem publiczności. Czy mówi do rzeczy? Trudno powiedzieć, koloryzuje pozytywnymi bzdetami, zarzucając publiczność frazesami, opiniami… Czy trzeba się cały czas posiłkować cytatami z Henry’ego Forda, który był bliskim przyjacielem Adolfa Hitlera…? Przecież mamy swoich klasyków – chociażby Słowackiego i Norwida z ich piękną polszczyzną…

Mówiąc o tyranii optymizmu, miał Pan na myśli coachów?

Sformułowanie coach budzi ostatnio niepokój. Zacznijmy od etymologii – coach to trener. Zaczynałem w wieku 11 lat, trenując małe dzieci, potem młodzież, wreszcie dorosłych. Byłem instruktorem w harcerstwie, w sporcie, w wojsku. Potem, w połowie lat 90. powiedziano mi, dorosłemu już przedsiębiorcy, że działania te odbierane są jako coaching. Jednak współcześnie coaching sprowadza się do „certyfikowanego” zadawania pytań… Warto zatrzymać się nad tym zagadnieniem. Często jest tak, że zamiast po bolesnym zwolnieniu z pracy przejść terapię, nasi bohaterowie postanawiają uczyć innych, jak przejść przez rzekę zmian. Skutki tego bywają opłakane, ponad połowa treści, na jakie się natykamy, to hucpa albo już sekty rozwojowe, w których uczestniczą tzw. ćpuni emocjonalni. Jadą na sesję, żeby się doładować, bo w ich życiu na co dzień jest syf, a na warsztatach jest super pozytywnie. Moim zdaniem to dewaluuje profesję trenera w ogóle. Być może takim uczestnikom potrzebna jest bardziej terapia, którą poprowadzi kompetentna osoba znająca się na odwykach…

Dlaczego sprowadza Pan terapię do zajmowania się tylko jednym zagadnieniem – odwykami?

Współcześnie nawyk to nader często uzależnienie. Czy to od dobrego samopoczucia, zasobności portfela, wielkości ego (zwycięstwa za wszelką cenę), wygody życiowej, czy wreszcie fascynacji (Jeśli nie jestem zafascynowany, to może jestem chory…?). Terapia takich osób nie różni się niczym od terapii dla uzależnionych, np. od hazardu… Patrząc na osoby występujące na scenie, łatwo nam, zawodowcom, wyłapać, że są one np. przed terapią. Sam przeszedłem w życiu dwie – to użyteczny proces budzenia uważności na to, co dzieje się ze mną w trudnych chwilach…

Nie wstydzi się Pan do tego przyznać, mimo że widzimy się po raz pierwszy?

Jest taka opinia, że podjęcie terapii jest równoznaczne z przyznaniem się, że ze mną jest coś nie tak. Rzeczywistość jest inna. Terapia jest po to, aby świadomie ułożyć sobie relacje z przeszłością, a nie wypierać ją ze świadomości. To konfrontacja z rzeczoną tożsamością i supełkiem wewnątrz nas, z którym samemu trudno sobie poradzić. Dzięki temu możemy w pełni odczuwać, nic w sobie nie zamrażając. Ponadto zaczynamy mieć świadomość tego, co się z nami dzieje i co dokładnie odczuwamy. Mówimy wtedy o „uważnej obecności”, co w okolicznościach występowania publicznego daje właściwe uziemienie. Same wystąpienia to przecież czysty ekshibicjonizm i poważne ryzyko, że nieprzygotowany decydent storpeduje własne cele oraz założenia. Jeśli podczas narady robi sobie „lewatywę umysłową”, jeśli miażdży wszystkich jak „walec” z piosenki Mistrza Młynarskiego, to powoduje stratę czasu, energii w zespole, być może tylko dlatego, że wczoraj pokłócił się z córką i przenosi te negatywne emocje do miejsca pracy… Stare tureckie przysłowie głosi: Słowa są ostrzejsze od miecza.

A co może Pan poradzić takiej osobie?

Powinna odczekać albo scedować wystąpienie na kogoś innego. Jeśli sprawy nas emocjonują, trudno się od nich zdystansować. Wtedy sensowniej jest wyznaczyć rzecznika lub pełnomocnika. Osobną kwestią jest to, że nie każdy ma predyspozycje do wystąpień, np. rzetelne wykonywanie zadań rzadko kiedy idzie w parze z chęcią kwiecistego rozprawiania o tym… A poradzić mogę jedno: stawianie pytań; nie kwestii z wykrzyknikiem…

Czy dobrym mówcą trzeba się urodzić?

Chodzi o trening mowy od najmłodszych lat: recytowanie, czytanie na głos, występowanie przed grupą, szermierki słowne, debaty z dorosłymi, mediacje… Takie osoby mają zawsze przewagę w dorosłym życiu.

Jaką zmianę zauważa Pan u ludzi, którzy przychodzą do Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców?

Dostrzegam trzy bariery zmian. Pierwszą z nich jest zderzenie z selekcją negatywną; podobnie jak w innych profesjach. Sprawdzamy motywację oraz ego mówcy. Jeśli ktoś był chwalony za swoje umiejętności, a dopiero w konfrontacji z zawodowcami występującymi publicznie od dziecka – jak ja i część naszej wspólnoty – dostrzega lub czuje swoje braki, to ma absolutne prawo ciężko to przeżyć i… odpuścić. Technikę zniechęcania znajdzie Pani na wielu polach, np. w środowisku inżynierów, lekarzy czy wojskowych. Jeśli ktoś się nie poddał, pracuje ze sobą, nad swoją bezradnością, to wtedy powoli wkracza w drugi etap.

Czyli jaki?

Panowanie nad emocjami i tokiem myślowo-słownym. Nie chodzi o to, aby recytować z pamięci, lecz aby, znając kluczowe wątki, „rozpakowywać” tekst. Innymi słowy, panuję nad strukturą, nad tym, co się we mnie dzieje, i jednocześnie mam na względzie czas. Dozuję, nie zaśmiecam… Podczas pięciu minut wypowiedzi nie da się zmieścić tony informacji. Ten etap to powtórki idące w tysiące godzin i mające na celu wykształcenie jednej bariery – umiejętności redukcji. Mistrzostwo to mowa, z której już nic nie można odjąć…

A trzeci etap?

Jest to improwizacja. Jeśli otrzymujemy dwusetne zamówienie na mowę lub moderację narady z tym samym wątkiem/problemem, to nie obejdzie się bez improwizacji. Impro – substytut za elastyczność – to ta trzecia bariera. Misternie przygotowana, bo jedna minuta impro pochłania nawet godzinę przygotowań. Publika ma za mną podążać, a ja mam być dwa kroki przed nią. Każda minuta ma nieść określony impuls. Trzeba dawkować energię. Ważne są pauzy i zatrzymania. I to jest właściwa struktura. Te kilka czynników razem wziętych wpływa na utrzymanie zainteresowania słuchaczy. Nasi mówcy reprezentują różne środowiska zawodowe, różny stopień zaawansowania w budowaniu wymienionych barier i mają coś do powiedzenia. Każdego roku w warszawskim teatrze „Palladium” organizujemy „Festiwal Inspiracji”. Można przyjść i się przekonać.

Dobry mówca to…?

To osoba swobodnie operująca trzecią barierą. Mówi, używając obrazo-przykładu, i zadaje przenikliwe pytania. Nie żongluje historyjkami i slajdami.

Zadając sobie pytania, uczestniczymy w procesach myślowych. Recytując i opowiadając – tylko odtwarzamy… Zadanie właściwych pytań podczas wystąpień jest kluczowe, pokazuje klasę i kompetencje mówcy. Pokazuje, czy mówca uczy: jak myśleć, czy raczej: co myśleć… A to istotne dochodzenie w sprawie o wiedzę.

Na koniec proszę podpowiedzieć, jak odróżnić treści ważne od mniej ważnych?

Nazywam je treściami fałszywie dodatnimi i fałszywie ujemnymi. Spotkań z treściami fałszywie dodatnimi jest więcej. Podczas nich nie zadajemy sobie pytań, przekazywane są tylko treści pozytywne: „Za granicą jest super, u nas kiedyś też tak będzie”; „Rób to, co lubisz, a osiągniesz w życiu sukces…”. To taka fałszywie dodatnia pochodna z dzieciństwa… Dorosły patrzy, ale nie widzi, że dookoła są ludzie, którzy osiągają właściwą jakość i wyniki dlatego, że się na czymś znają i potrafią to zrobić, mimo iż np. mają zły dzień, nie chce im się, wczoraj z kimś się pokłócili.

Treści fałszywie ujemne to de facto nagrody przesunięte w czasie. Dostajemy przekaz, który nas dotyka, jest krytyczny, a czasem obnaża fakt, że nie wiemy, jak myśleć; nie znamy kryteriów i tego, co ma być na wylocie projektu, nie zadajemy sobie pytań o właściwe liczby wylotowe. Na przykład w mentoracie chodzi o to, by ściągnąć klienta na ziemię, zdefiniować jego bariery i urojenia, a lęki, marzenia, niepewność zamienić na konkretną decyzję. Nieważne, czy ma się z czegoś wycofać, coś zmienić, czy zatrzymać się – miernikiem postępu jest decyzja i doprecyzowanie kryteriów.

Warto pamiętać, że pomiędzy zgiełkiem owacji na stojąco a ciszą istnieje przestrzeń do życia. A szczęście na „scenie życia”, czy poza nią to tylko brak strachu – w sercu, w czynie i w mowie! Jeśli ktoś mówi, że nie da się nie bać albo chociażby tak myśleć, to znaczy jedynie, że on jeszcze tego nie umie…

Dziękuję za rozmowę.

piątek, 09 czerwiec 2017 10:50

Standardy wpisane w DNA

Napisane przez
Standardy wpisane w DNA

Naszym celem jest wyróżnienie się na rynku. Jeśli chodzi o jakość, jesteśmy bezkompromisowi – podkreślił Bogusław Lasek, dyrektor ds. jakości betonu i kruszyw w LafargeHolcim w Polsce, w rozmowie z Anną Krawczyk.

 

Jak rozumiana jest w Państwa firmie jakość? Czy wpływa ona na politykę LafargeHolcim w Polsce?

Chcemy być znanym i uznawanym na rynku dostawcą rozwiązań. Jedną ze strategii naszej firmy w Polsce jest wyróżnienie się spośród dostawców materiałów budowlanych w sektorze infrastruktury, w którym także pracujemy. Polega to m.in. na oferowaniu klientom rozwiązań najwyższej klasy. Rozwiązań, które są dopasowane do ich potrzeb i których tak naprawdę nasi klienci oczekują. Co ważne, nie mogą być one ryzykowne ani kosztowne dla inwestora. Dlatego też, jeśli chodzi o jakość, jesteśmy bezkompromisowi.

A w jaki sposób wypracowujecie rozwiązania, żeby były dopasowane do potrzeb klientów?

To proste. Jesteśmy blisko naszych klientów, wysłuchujemy ich i rozwiązujemy ich problemy. Ważnym elementem jest po prostu zrozumienie, czego klient tak naprawdę potrzebuje. Stąd też prężnie działające w naszej firmie działy handlowy i techniczny. W ramach tego drugiego powołaliśmy: Dział Technologii i Jakości, Dział Doradztwa Technicznego oraz Dział Badań i Rozwoju. Ich zadaniem jest rozpoznawanie potrzeb klienta oraz, przede wszystkim, doradztwo, w jakim zakresie rozwiązań powinniśmy się poruszać podczas realizacji danej inwestycji.

Na czym tak właściwie polega wsparcie oferowane przez Państwa firmę?

Rozwiązania, które są przez nas oferowane klientowi, nie tylko spełniają wymagania podstawowe, np. wyspecyfikowane, ale tak naprawdę uwzględniają jego oczekiwania, zidentyfikowane dzięki aktywnemu udziałowi w procesie budowlanym, niejednokrotnie już na etapie projektowania. Celem podejmowanych działań jest ułatwienie procesów inwestycyjnych i przyczynianie się do osiągnięcia jak najlepszych wyników przez klienta.

Jaką rolę w Państwa firmie pełni Dział Badań i Rozwoju, o którym Pan wspomniał?

Jego głównym celem jest przede wszystkim rozwój kompleksowych rozwiązań. To również wsparcie oferowane klientom na etapie przygotowania inwestycji i później, podczas realizacji. Każde rozwiązanie dopasowujemy do potrzeb klienta i na każdym etapie jesteśmy w stanie go wspierać, przeprowadzając badania kontrolne. Przykładowo przy wykonywaniu elementów wielkogabarytowych możemy zaplanować cały proces: począwszy od zaproponowania technologii, a skończywszy na realizacji danego elementu. Na etapie laboratoryjnym zespół R&D może przygotować np. analizę rozkładu temperatur, sposobu betonowania czy też zalecić sposób pielęgnacji dopasowany do konkretnego elementu. Każde takie doświadczenie daje nam wiedzę, którą wykorzystujemy w dalszych pracach nad unowocześnianiem oferowanych produktów i usług.

Jakość, która ciągle się przewija w naszej rozmowie, to innowacyjne rozwiązania. Jakie zatem innowacje wprowadziliście Państwo ostatnio?

Posiadamy całą gamę rozwiązań, które oferujemy naszym klientom po to, aby mogli – razem z nami – rozwijać się i wyróżniać na rynku. Przykładem jest beton przepuszczający wodę. Wodoprzepuszczalna powierzchnia bardzo dobrze sprawdza się na placach manewrowych i parkingach. Wykorzystując ten produkt, można w bardzo prosty sposób odprowadzić do instalacji dużą ilość wody (np. w czasie opadów). Ten rodzaj betonu doskonale wpisuje się w potrzeby dzisiejszego środowiska i klientów. Kolejnym rozwiązaniem, które można wykorzystać w hydrotechnice, jest beton podwodny. Coraz częściej ma on zastosowanie w umocnieniach podwodnych, na dnach morskich czy rzecznych.

A coś dla bardziej tradycyjnych realizacji?

Chociażby betony samozagęszczane, które doskonale wypełniają formę. W ten sposób przyspieszamy i ułatwiamy pracę z elementami trudnymi do zabetonowania. Kolejny nasz produkt, beton wypełniający, może zaś w szybki i bezpieczny sposób wypełnić stare kanały, np. burzowe czy odwadniające, bez konieczności ich demontażu. Kolejnym produktem, który także możemy zastosować do realizacji tradycyjnych, są betony lekkie, wykorzystywane przy remontach starych kamienic, ale też przy budowie obiektów mostowych, aby zbyt nie obciążać konstrukcji.

Nad jakimi rozwiązaniami pracują teraz Państwa specjaliści?

Nasze zespoły techniczne ciągle pracują nad unowocześnianiem obecnych rozwiązań, a także rozwijaniem nowych. Wszystkie wprowadzane przez nas rozwiązania mają zaspokoić potrzeby naszych klientów, a tym samym ułatwić im proces inwestycyjny i zoptymalizować koszty budowy.

Oferowane przez Państwa doradztwo obejmuje zarówno firmy wykonawcze, projektantów, jak i inwestorów różnego szczebla?

Tak. Na każdym etapie inwestycji współpracujemy zarówno z generalnym wykonawcą, jak i projektantami, inwestorami oraz osobami prowadzącymi nadzór inwestorski. Chcemy być ważnym partnerem na każdym etapie inwestycji i proponować rozwiązania, które będą najlepsze w konkretnym przypadku.

Na co wykonawca inwestycji i inwestor powinni zwrócić uwagę, wybierając Państwa produkty?

Przede wszystkim inwestor powinien być otwarty na nowości, które pojawiają się w branży. Taka postawa może naprawdę pomóc w sprawnej realizacji inwestycji. My, jako firma, mamy duże możliwości produktowe i usługowe, które możemy wykorzystać na etapie przygotowania oferty. Znając najlepiej własne rozwiązania i ich możliwości, możemy wspomóc klienta w przyspieszeniu procesu inwestycyjnego. Jakość jest dla nas standardem wpisanym w DNA firmy. Z tym że także i klienci powinni zwracać uwagę na aspekt jakościowy przy wyborze dostawcy materiałów. Dzięki temu unikniemy generowania ryzyka podczas procesu inwestycyjnego.

A co z kwestią bezpieczeństwa Państwa pracowników? Jak ważne są procedury bezpieczeństwa przy produkcji w Państwa zakładach?

Nasza firma dokłada wszelkich starań, aby spersonalizować bezpieczeństwo pracy. Procedury są jednak tylko procedurami, a wiadomo, że nie każde ryzyko w naszych zakładach pracy i na placu budowy można przewidzieć. Dlatego chcemy, aby wszyscy nasi pracownicy wiedzieli, gdzie jakie ryzyka mogą występować, jak im przeciwdziałać i jakie środki należy przedsięwziąć, aby wykonywać pracę bezpiecznie. Wartością nadrzędną dla nas jest bezpieczeństwo pracowników i nas samych. Chociażby z tego powodu można nas spotkać na budowach podczas rozmów z kierownictwem czy nadzorem budowlanym na temat tego, co może stanowić potencjalne ryzyko, a jest pomijane przez kierownictwo. Procedury tak, ale bezpieczeństwo i jego personalizacja przede wszystkim!

Dziękuję za rozmowę.           

piątek, 09 czerwiec 2017 04:54

Jakość i bezpieczeństwo w budownictwie

Napisane przez
Odbudowa linii kolejowej w centrum Gdańska przy użyciu konstrukcji z betonu sprężanego bez wstrzymywania ruchu pociągów

Czy można budować bezpiecznie, a do tego jeszcze utrzymać wymagania jakościowe i zarobić na kontrakcie? To pytanie zadaje sobie chyba każdy inżynier i menadżer z branży. Doświadczenie na szczęście pokazuje, że jest to jak najbardziej możliwe.

Okazuje się, że na bezpieczeństwo pracowników w czasie wykonywania robót budowlanych ma wpływ nie rodzaj zastosowanego materiału, lecz wybór technologii jego wbudowania. Kiedy jednocześnie podniesie się jakość i poziom bezpieczeństwa na budowie, często okazuje się, że zadanie zostaje wykonane szybciej, a jego koszt jest niższy. Dlatego prywatni inwestorzy stawiają wysokie wymagania zarówno dla jakości wykonania, jak i bezpieczeństwa budowy. To z kolei wymaga inwestycji w usługi intelektualne na etapie przygotowania projektu, przetargu oraz budowy i finalnie przynosi wiele korzyści.

Dobry plan to podstawa

Im wcześniej zastanowimy się, jak element budowy ma być realizowany, tym oszczędności i korzyści będą większe. Wymaga to szczegółowego zaplanowania czynności składających się na wykonanie zadania i precyzyjnej logistyki. Trzeba przemyśleć cały proces: od transportu materiału i wyboru miejsca składowania, aż do wbudowania go w konstrukcję obiektu. Dzięki planowaniu eliminujemy sytuacje przypadkowe. Zawsze też warto przygotować wariant „B”, gdyby coś poszło inaczej, niż wstępnie założyliśmy. Nad takim planem powinien pracować zespół złożony zarówno z doświadczonych fachowców, jak i młodych, kreatywnych inżynierów. Skonsultowanie rozwiązania z pracownikami fizycznymi, którzy będą wykonywać zadanie, może także dać wiele cennych wskazówek.

Zwykle planuje się szczegółowo zadania, które są nieodwracalne lub bardzo kosztowne, jak np. betonowanie czy prace z użyciem sprzętu specjalistycznego. Wdrożenie takiego działania na wszystkich etapach: projektowania, wyceny i budowy, znacznie poprawia organizację pracy i przekłada się na wysoką jakość, bezpieczeństwo budowy i skrócenie czasu realizacji. Dzięki temu obniżamy koszty sytuacji nieprzewidzianych – a to one są najczęstszą przyczyną strat na projekcie.

Nieszablonowe myślenie pomaga

Wrogiem jakości i bezpieczeństwa jest rutyna i brak organizacji. Zdarza się, że po wypadku lub niedotrzymaniu parametrów jakościowych trzeba zastanowić się, czy zadanie można wykonać inaczej. To wymaga nieszablonowego podejścia. Czasem wystarczy zmienić jedynie kolejność poszczególnych czynności, aby wykonać pracę szybciej, lepiej i bezpieczniej, np. starając się wyeliminować zagrożenie upadku z wysokości, warto zamontować zabezpieczenia do szalunków lub prefabrykatów na poziomie „0”, jeszcze przed montażem elementu. Dobrym przykładem jest też wznoszenie rusztowania razem z konstrukcją obiektu. Wprawdzie takie działania podnoszą koszt wynajmu rusztowania, ale jednocześnie obniżają koszty wynajmu podnośników, prowizorycznych rusztowań i drabin. Prace idą sprawniej i bezpieczniej, zyskuje się też szybki i bezpieczny dostęp do dowolnego elementu konstrukcji. To przekłada się na jakość robót.

Nieuniknione błędy i ryzyka

Niestety, słabym punktem procesu budowy są błędy ludzkie. Dlatego, dobierając na nowo technologię prowadzenia robót, musimy zastanowić się, w jakich okolicznościach mogą pojawić się błędy, i skutecznie wyeliminować ich przyczyny. Na budowie bez przerwy ma się do czynienia z ryzykiem wynikającym np. ze zmian pogody. Problemów meteorologicznych nie sposób uniknąć, ale można przyjąć metodologię działania w takich przypadkach i uwzględnić ją w procesie organizacji oraz w harmonogramie. Ważne jest też dokładne określenie wymagań, podział zadań dla konkretnych osób wykonujących ustaloną sekwencję prac. Służy do tego „Instrukcja bezpiecznego wykonywania robót”. Założenia w niej zawarte i przyjęte przez wykonawców współpracujących w Porozumieniu dla Bezpieczeństwa w Budownictwie uwzględniają nie tylko potrzebę podziału zadania na czynności składowe, ale też zdefiniowanie zagrożeń dla każdej z tych czynności. W dokumencie opisano konieczność podziału zadań i ścieżkę procesu ich akceptacji, która kończy się na kierowniku budowy jako osobie posiadającej pełną wiedzę co do prac wykonywanych jednocześnie na placu budowy. W opracowywaniu tej ścieżki potrzebne jest doświadczenie, warto też skorzystać ze stworzonych już standardów, które są spójne z wymaganiami prawa i norm oraz zawierają dobre praktyki i pomysły zaczerpnięte z innych budów. Materiały dostępne są na stronie internetowej: www.porozumieniedlabezpieczenstwa.pl.

Pośpiech niewskazany

Przy planowaniu, projektowaniu i oferowaniu nie należy się spieszyć, na tych etapach wpływ na jakość i bezpieczeństwo jest bowiem największy. Niezwykle ważne jest więc dokładne poinformowanie osób organizujących i nadzorujących prace na wszystkich szczeblach – warto przeznaczyć na to więcej czasu, a zyska organizacja budowy. Lepiej pięć godzin myśleć, a dwie godziny pracować, niż odwrotnie.

Znane są przypadki, gdzie szczególne warunki prowadzenia prac, ze względu na lokalizację w centrum miasta, wymagały specjalnego podejścia do technologii wykonania lub rozbiórek. Trzeba było na przykład przebudować układ komunikacyjny w centrum miasta, i to w bardzo krótkim terminie. To oczywiście generowało szereg problemów z logistyką, jakością i bezpieczeństwem, ale wystarczyło zaproponować zmianę organizacji ruchu w centrum na jednokierunkowy i wykonać prace na wyłączonym pasie ruchu. Takie działanie zapewniło wykonawcy czas niezbędny na pielęgnację betonu w podbudowie, podniosło bezpieczeństwo i, co najważniejsze, pomogło wygrać przetarg. W większości przypadków szybciej znaczy taniej.

Nigdy nie jest za późno na planowanie

Planować należy zawsze. Niestety, gdy zabieramy się do tego dopiero w fazie realizacji budowy, czynników, na które mamy wpływ, jest znacznie mniej. Dlatego im wcześniej zaczniemy zastanawiać się nad technologią i bezpieczeństwem, tym lepiej dla całego procesu. Inwestorzy prywatni zazwyczaj dają możliwość kontaktu i konsultowania rozwiązań z projektantem, co jest dużym udogodnieniem i korzystnie wpływa na jakość i bezpieczeństwo. W przypadku analizy oferty przygotowywanej przez inwestora publicznego, ograniczonego przepisami prawa, trzeba koncentrować się bardziej na rozwiązaniach organizacyjnych niż projektowych.

Możliwości technologiczne

Dostępne dziś technologie dają szerokie pole do działania, łącznie z budową wiaduktów stawianych obok docelowej lokalizacji, wsuwanych pod szlak komunikacyjny. Ogromne korzyści daje np. modelowanie obiektów 3D – na obrazie przestrzennym da się bowiem zobaczyć znacznie więcej niż na płaskim rysunku i można wyłapać błędy, zanim zacznie się wznosić konstrukcję.

Bardzo ważna współpraca

Na etapie przygotowania do realizacji każdej inwestycji najważniejsza jest współpraca wszystkich uczestników procesu. Aktywny udział muszą brać nie tylko osoby ze szczebli decyzyjnych, ale też pracownicy wykonujący zadania operacyjne. Wtedy z pewnością jakość i bezpieczeństwo będą na najwyższym poziomie, a oszczędności czasu i kosztów mogą okazać się wręcz zaskakujące.  

 

Michał Wasilewski, koordynator Porozumienia
dla Bezpieczeństwa w Budownictwie

Candidate Experience – jak cię widzą, tak cię piszą

Mariusz Posiadała

 

Pojęcie CE ściśle wiąże się ze zjawiskiem Employer Brandingu, o którym pisaliśmy w poprzednim numerze „Infrastruktury”, czyli z działaniami mającymi na celu wykreowanie pozytywnego obrazu pracodawcy. Czasem nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak duży wpływ na ten wizerunek mają doświadczenia poszukujących pracy wyniesione z rozmów kwalifikacyjnych. To także od opinii potencjalnych kandydatów zależy bowiem, jak dana firma będzie postrzegana na rynku.

Na początek warto sobie uświadomić, że kandydat aplikujący o pracę to także klient firmy – zwykle kontaktujący się z potencjalnym pracodawcą za pośrednictwem działu HR. Od jego doświadczeń z tych kontaktów zależy, w jaki sposób będzie potem przedstawiać firmę na zewnątrz. Pozytywne opinie aplikującego mogą zrobić pracodawcy świetny PR, te negatywne zaś nawet popsuć mu reputację.

Czym zatem jest ten cały Candidate Experience? Najprościej rzecz ujmując, to szereg doświadczeń starającego się o pracę kandydata, jakie miał z firmą lub rekruterami, od pierwszego kontaktu aż do momentu podjęcia decyzji o zatrudnieniu bądź też odmowie zatrudnienia.

Rozmowa kwalifikacyjna – nieoceniona pomoc w budowaniu wizerunku

Co pracodawca może zrobić, by doświadczenia aplikującego były jak najlepsze? Na początku powinien przede wszystkim zadbać o sposób, w jaki przekazywane są informacje o nowym stanowisku pracy. Każde ogłoszenie powinno zawierać zrozumiałe treści i dokładnie opisywać, jaka osoba jest poszukiwana na dane stanowisko i co firma ma do zaoferowania przyszłym pracownikom.

Kandydaci bierni, z którymi rekruterzy sami się kontaktują, powinni na wstępie otrzymać informacje, dlaczego to właśnie oni zostali wybrani, jakie ich cechy czy doświadczenia wpłynęły na to, że firma się nimi zainteresowała, jak miałaby wyglądać potencjalna współpraca, a także, co dany kandydat mógłby zyskać, zatrudniając się w danym miejscu. Rozmawiając z potencjalnym pracownikiem, zawsze warto dopytać, czy wszystkie informacje są dla niego zrozumiałe, a w razie wątpliwości po prostu je przedyskutować.

Już te pierwsze doświadczenia i odczucia kandydata decydują o tym, czy dana osoba postanowi zatrudnić się w firmie, oraz jakie opinie o firmie wyniesie z prowadzonych projektów rekrutacyjnych. Zwykle po rozmowach kwalifikacyjnych kandydaci dzielą się swoim doświadczeniem z kolegami, znajomymi z branży itp. Coraz częściej też przekazują swoje spostrzeżenia szerszej grupie osób za pośrednictwem mediów społecznościowych, blogów, forów internetowych – a to już potężne narzędzia oddziaływania.

Osoby, które miały przykre doświadczenia z firmą, które mają poczucie, że nie zostały potraktowane profesjonalnie, dokładnie wypytane o swoje doświadczenia czy sukcesy, potrafią skutecznie zniechęcić do aplikowania innych – być może cennych dla pracodawcy kandydatów – i w ten jakże prosty sposób znacznie utrudnić pozyskanie dla firmy prawdziwych talentów.

Profesjonalizm przede wszystkim

Jak zatem traktować kandydatów – nawet tych, których postanowiliśmy nie kwalifikować do kolejnych etapów rekrutacji? Najprostszą metodą jest informowanie ich o dalszym przebiegu działań, o tym, że ich kandydatura została dokładnie przeanalizowana, jednak z konkretnych przyczyn nie została zakwalifikowana dalej bądź, przeciwnie, została pozytywnie rozpatrzona. Warto zaprezentować się jako rzetelna firma, dbająca o każdego, i traktować kandydatów starających się o zatrudnienie jak swoich klientów, co, niestety, w wielu polskich firmach nie jest jeszcze sprawą ani oczywistą, ani priorytetową.

Idealny proces rekrutacji

Jak powinien przebiegać? W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej warto opowiedzieć kandydatowi o firmie, o sukcesach w branży, o systemach motywacyjnych i szeregu działań nastawionych na wewnętrzny Employer Branding. Należy także skupić się na samym kandydacie i, zadając konkretne pytania o przebieg kariery zawodowej, pokazać, że dobrze zapoznaliśmy się z jego CV i że nie jest przypadkowo wybraną osobą. Takie podejście do rozmowy, zadawanie pytań korespondujących z doświadczeniem kandydata pokaże mu, że jest ważnym członkiem procesu rekrutacyjnego. To z kolei przełoży się na obraz, jaki kandydat przeniesie na całą firmę – bo skoro dział HR jest profesjonalny, konkretny i rzeczowy, to zapewne i cała firma taka jest.

Sztuka odmowy

Nie jest łatwo poinformować kogoś, że nie będzie uczestniczył w dalszym procesie rekrutacji. Jeśli jednak zrobi się to w odpowiedni sposób, z wyczuciem, da do zrozumienia, że kandydat został wzięty pod uwagę, jednak z konkretnych przyczyn nie przeszedł do kolejnego etapu, może on nawet stać się sprzymierzeńcem firmy. Osoby potraktowane profesjonalnie są często wdzięczne za konkretne informacje zwrotne, które otrzymały od pracodawcy. Szczera rozmowa z kandydatem buduje bowiem zaufanie i sprawia, że zapamiętuje on osoby rekrutujące jako solidne, profesjonalne i, co istotne, przyjazne.

Nie należy również zapominać, że ważne są też bezpośrednie doświadczenia kandydata w kolejnych etapach rekrutacyjnych, podczas rozmów z managerami czy kierownikami. Należy zwracać uwagę na to, w jaki sposób przekazują oni treści, jak opowiadają o pracy i jak traktują potencjalnych pracowników.

Candidate Experience może być też ważne w innym aspekcie – kandydaci, którzy nie przeszli procesu rekrutacji z konkretnych powodów, bardzo szybko uzupełniają braki umożliwiające im zatrudnienie w danej firmie – zdobywają kolejne dyplomy, uprawnienia i ponownie chcą aplikować w to samo miejsce, ponieważ np. zauważyli, że jest ono interesujące z punktu widzenia dalszego rozwoju kariery zawodowej. Niejednokrotnie sami kontaktują się z osobami rekrutującymi i pytają, czy może tym razem uda im się zatrudnić, ponieważ po poprzedniej rozmowie zostali zmotywowani do rozwoju. To kolejny argument za tym, by zwracać szczególną uwagę na sposób traktowania kandydata w całym procesie rekrutacji, nawet kiedy się mu odmawia. Znacznie poprawia to perspektywy na nawiązanie owocnej współpracy w przyszłości.

Dobry przykład

Na Zachodzie od wielu lat firmy rekrutujące czy działy personalne zwracają szczególną uwagę na traktowanie kandydatów, wchodzą z nimi w dialog, starają się otoczyć opieką i troską podczas całego procesu rekrutacyjnego, który sam w sobie bywa stresujący. Ofertę kierowaną do kandydatów traktują jak produkt, który chcą sprzedać najlepszemu na rynku.

W Polsce niektóre firmy biorą już przykład ze swoich zachodnich sąsiadów. Niestety, nie jest to normą. Ciągle jeszcze wielu pracodawców i managerów ma przeświadczenie, że nie należy się przejmować tym, co pomyśli o nas osoba poszukująca pracy, bo skoro jej szuka, a jeszcze do tego np. jest bezrobotna, to na pewno weźmie każdą ofertę. Takie postępowanie może się jednak mścić. Warto zacząć zdawać sobie sprawę, że najczęściej kandydaci pamiętają, jak zostali potraktowani, a informacje te przekazują dalej. I nawet jeśli osoba, koniec końców, zatrudni się u pracodawcy, o którym nie ma najlepszej opinii, to przy nadarzającej się, najbliższej może okazji podejmie wyzwanie stawiane przez inną firmę, innego managera czy rekrutera – bardziej profesjonalnego, empatycznego i przyjaznego. To powinno dawać do myślenia… 

piątek, 07 kwiecień 2017 20:29

Edukacja dla biznesu

Napisane przez
Uniwersytet Opolski

Michał Rogoziński

Uniwersytet Opolski zamierza wyjść naprzeciw potrzebom firm i zarazem ułatwić absolwentom znalezienie zatrudnienia. Pomocne mają być specjalne programy, które podniosą kompetencje studentów, a także lepiej dopasują ich wiedzę do rynku pracy. Dzięki temu firmy zyskają dobrze przygotowanych specjalistów o ściśle sprecyzowanych cechach.

Obecnie na Uniwersytecie Opolskim działają dwa główne projekty kształcące studentów pod kątem pracodawców. Pierwszy z nich jest realizowany przez Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości Uniwersytetu Opolskiego, a drugi jest nadzorowany przez Centrum Zarządzania Projektami Uniwersytetu. W obu przypadkach absolwenci mają szansę zyskać dzięki nim nowe umiejętności, a firmy uzupełnić braki kadrowe.

Gotowi na rynek pracy!

Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości Uniwersytetu Opolskiego skierował wsparcie do 105 studentów studiów stacjonarnych z dwóch ostatnich semestrów.

– Obecnie realizujemy projekt pt. „Gotowi na rynek pracy!”, który obejmuje dostosowanie kompetencji studentów do potrzeb przedsiębiorców – mówi Izabela Kajstura z Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości Uniwersytetu Opolskiego. – W projekt włączyło się wiele przedsiębiorstw. Można do nich zaliczyć Energetykę Cieplną Opolszczyzny, firmę Nutricia czy Pracownię Architektury Krajobrazu Aliny Skrzypulec i Karoliny Król.

Oferta jest skierowana tylko do studentów określonych kierunków studiów, dzięki czemu pracodawcy będą mogli zrekrutować kandydatów kształcących się na studiach inżynierskich lub licencjackich o konkretnych specjalizacjach. Programem zostały objęte następujące kierunki:

Architektura krajobrazu (studia I stopnia – inżynierskie oraz studia II stopnia)

Biotechnologia (studia I stopnia – inżynierskie oraz studia II stopnia)

Chemia (studia II stopnia)

Informatyka (studia I stopnia – inżynierskie)

Logistyka (studia I stopnia – licencjackie)

Ochrona środowiska (studia II stopnia)

Po przeprowadzeniu rekrutacji do programu psychologowie i doradcy zawodowi opracowują bilans kompetencji konkretnego kandydata i na jego podstawie określają, w jakim zakresie student powinien zostać dokształcony. Taka procedura umożliwia wyeliminowanie słabych stron rekrutowanego podczas kolejnego etapu, czyli certyfikowanych warsztatów kompetencji. Trwają one 80 godzin i odbywają się w 15-osobowych grupach. Ich program jest ustalany indywidualnie w oparciu o opinie psychologów i doradców zawodowych. W normalnych warunkach edukacyjnych tego typu szkolenie nie jest objęte żadnym programem dydaktycznym. Następnie 5-osobowe grupy biorą udział w zadaniach praktycznych realizowanych w formie projektowej. Problemy, które studenci otrzymują do rozwiązania, są przedstawiane przez pracodawców i związane z ich działalnością.

Projekt przewiduje również jednodniowe wizyty studyjne u przedsiębiorców, w trakcie których zostają omówione oczekiwania firm wobec pracowników, jest przedstawiana specyfika pracy oraz opisywane obowiązki na konkretnych stanowiskach. Po zakończeniu kursu przeprowadzany jest bilans kompetencji, który ocenia wzrost umiejętności studentów.

W czasie takiego kształcenia uzupełniającego Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości gwarantuje również rozwijanie kompetencji miękkich, do których można zaliczyć komunikację czy przedsiębiorczość. Ponadto realizowane są różne kursy, jak choćby audytor wewnętrzny HCCP czy SAP – moduł zarządzania magazynowego.

Uczestnictwo w programie nie oznacza tylko chłonięcia wiedzy w postaci teorii, studenci mają także szanse na praktyki. W projekcie mogą brać bowiem udział firmy z województwa opolskiego, które podpiszą umowę o współpracy. Dzięki temu zyskają odpowiednio wykształconą kadrę, która zostanie przeszkolona w kierunku realizacji określonych zadań i pełnienia konkretnych funkcji. Za opiekę nad studentami podczas szkolenia odpowiada wydelegowany przedstawiciel merytoryczny z konkretnego przedsiębiorstwa oraz moderator. Sam kurs jest dofinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a po zakończonym procesie student otrzymuje certyfikat potwierdzający zdobyte kompetencje zawodowe.

Dzięki takiemu przygotowaniu przedsiębiorcy mogą później przeznaczyć znacznie mniej czasu na wdrożenie nowego pracownika oraz nauczenie go nowych procesów, które nie były omawiane w trakcie studiów.

Młodzi zawodowcy

Drugi program Uniwersytet Opolski realizuje poprzez Centrum Zarządzania Projektami. „Młodzi zawodowcy”, bo o tym programie mowa, to propozycja skierowana do dwóch grup studentów: z wydziału filologicznego lub wydziału chemii oraz z wydziału przyrodniczo-technicznego.

– Pracodawcy dobierani są zgodnie z branżą i profilem działalności odpowiednim do kierunku kształcenia, m.in. z branży usługowej, przetwórstwa, ochrony środowiska czy przemysłu spożywczego – wyjaśnia Justyna Chudy-Wójtowicz, samodzielny referent z Centrum Zarządzania Projektami.

W przypadku projektu dotyczącego wydziału chemii oraz przyrodniczo-technicznego celem jest zwiększenie wśród 70 studentów ostatnich semestrów studiów I i II stopnia kompetencji i doświadczeń praktycznych oczekiwanych na rynku pracy. Ma to zostać osiągnięte dzięki odbyciu wysokiej jakości staży u krajowych i zagranicznych pracodawców.

Aby uczestniczyć w projekcie, należy spełnić dwa warunki – studenci nie mogą przekroczyć 27. roku życia, ani też pracować wcześniej w żadnej firmie. Dzięki takim działaniom przedsiębiorcy zyskają kompetentnych pracowników przygotowanych do zawodu pod kątem praktycznym. Dodatkowo firmy nie muszą ponosić kosztów związanych z przyjęciem stażysty – każdy uczestnik programu ma bowiem zagwarantowane stypendium z Centrum Zarządzania Projektami, które wynosi 2 tys. zł brutto miesięcznie.

Na obu przedstawionych projektach skorzystają więc nie tylko studenci, którzy będą mieli większą szansę znalezienia pracy po studiach, ale też przedsiębiorcy. Programy uzupełnią wykształcenie absolwentów o umiejętności praktyczne, dzięki czemu firmy będą miały szansę zyskać młodą i odpowiednio przygotowaną do pracy kadrę.  

środa, 05 kwiecień 2017 20:19

Stawiamy na rozwój ludzi

Napisane przez
Stawiamy na rozwój ludzi

Rozmowa z Andrzejem Bułą, marszałkiem województwa opolskiego.

 

Proszę powiedzieć, ile pieniędzy z Unii Europejskiej ma do wykorzystania Opolszczyzna w tej perspektywie? Na co samorząd województwa zamierza wydać te środki?

W ciągu najbliższych trzech lat w gospodarkę regionu zainwestujemy 4 mld zł z myślą o tym, by nasze województwo się rozwijało. Chciałbym, aby ludzie mieli poczucie, że wspólnie dobrze wykorzystaliśmy szansę, jaką stwarzają fundusze unijne. Pamiętajmy, że to ostatnie tak duże pieniądze i dla Polski, i dla naszego województwa. Dlatego tak ważne jest, by je dobrze spożytkować.

Jak przedstawia się absorpcja środków?

Do tej pory z RPO rozdysponowaliśmy już ponad 2 z 4 mld zł. To ogromne kwoty, które pobudzają wyobraźnię. Jednak nie o liczby tu chodzi, a o ludzi, którzy mogą z naszej pomocy skorzystać. Jednym z naszych priorytetów jest rozwój rynku pracy. Mamy na uwadze zwłaszcza ludzi młodych, ponieważ to oni mają najtrudniej. Po pierwsze, niełatwo im znaleźć zatrudnienie, a po drugie, nie mają żadnych zasobów materialnych, głównie mieszkań, by móc samodzielnie żyć i nie pozostawać na garnuszku rodziców. Najważniejsze jest to, żeby młodzi ludzie, obojętnie po jakim etapie nauczania, czuli się potrzebni na rynku pracy. Uruchomiliśmy więc programy stażowe dla firm, z nastawieniem właśnie na młodych, które już dziś przynoszą efekty. Po pierwszej edycji programu ponad 70 proc. jego uczestników znalazło zatrudnienie u pracodawcy, u którego odbywało staże.

A jak na Opolszczyźnie wygląda wspomaganie rozwoju firm?

No właśnie. Rozwój regionu nie będzie postępował, jeśli nie zainwestuje się w rozwój przedsiębiorczości, dlatego cieszy mnie duża aktywność opolskich firm w konkursach i staraniach o pieniądze unijne. To podnosi atrakcyjność przedsiębiorcy jako pracodawcy, a atrakcyjna, dobrze płatna praca to jeden z warunków, by zatrzymać u nas młodych ludzi. Wszyscy musimy starać się o to, by mieli zatrudnienie i chcieli w naszym województwie pracować i mieszkać. Dlatego też pieniądze przekazujemy również na wsparcie edukacji uczniów i nauczycieli. I to także z myślą o nich i ich przyszłości inwestujemy setki milionów złotych w infrastrukturę drogową i kolejową. To wszystko ma służyć ludziom. Jeśli coś robimy, zawsze zadajmy sobie pytanie, dla kogo to robimy.

Podpisali Państwo umowę z BGK. Dzięki niej na pożyczki i poręczenia dla firm w regionie zostanie przeznaczona kwota ponad 336 mln zł. Kto dokładnie może skorzystać z tych funduszy?

To bardzo ważne pieniądze w opolskim RPO, ponieważ będą pracować na rzecz przedsiębiorców przez wiele lat, służąc rozwojowi firm, a przez to również rozwojowi naszej gospodarki. Taka forma korzystania z funduszy unijnych zapewnia możliwość ich wielokrotnego wykorzystania i wzmacnia efektywność przedsięwzięć realizowanych z ich udziałem. Środki te będą dostępne dla przedsiębiorstw, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych oraz dla osób bezrobotnych.

Na jakie cele przedsiębiorcy mogą zaciągać takie pożyczki?

Oczywiście na wprowadzanie innowacji. Małe i średnie firmy mogą przeznaczać je przykładowo na budowę, rozbudowę czy zakup wyposażenia oraz zaplecza badawczo-rozwojowego. Promowane będą wszelkie inwestycje związane z wprowadzaniem na rynek nowych produktów i usług. Mogą to być także inwestycje z zakresu poprawy efektywności energetycznej oraz zmniejszania zapotrzebowania na energię w wielorodzinnych budynkach mieszkalnych. Będzie można z nich opłacić również inwestycje związane z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii oraz efektywnością energetyczną w MŚP. Środki te mogą być także spożytkowane na uruchomienie działalności gospodarczej przez osoby bezrobotne. Przedsiębiorcy będą mogli zacząć korzystać z tych pieniędzy w drugiej połowie 2017 r., gdy BGK w przetargach wyłoni instytucje pełniące rolę pośredników finansowych.

Budżet województwa na 2017 r. zakłada też duże inwestycje w infrastrukturę. Co planujecie Państwo zrealizować w tym roku?

Planowane na ten rok i realizowane są inwestycje na drogach wojewódzkich, które mają poprawić komunikację, zapewnić lepszy dojazd do terenów inwestycyjnych i zwiększyć bezpieczeństwo zmechanizowanych oraz pieszych użytkowników dróg. Mamy na to 157 mln zł. Wśród zadań strategicznych znalazły się m.in.: budowa obwodnicy Malni i Choruli (kwota 42 mln zł), poprawa dostępności do węzłów autostrady A4 Gogolin i Olszowa (etap II), rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 901 na odcinku Dobrodzień–Kocury (21,1 mln zł), a także rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 409 na odcinku Dębina–Moszna (14,3 mln zł). Dzięki tej ostatniej inwestycji poprawi się dojazd do jednej z największych atrakcji turystycznych regionu – do zamku w Mosznej od strony Opola, a dla rowerzystów zostanie wybudowana wydzielona ścieżka. Oczywiście kontynuujemy też naszą największą inwestycję drogową, czyli budowę obwodnicy Czarnowąsów, którą chcemy ukończyć we wrześniu. Ta droga ma przede wszystkim poprawić dojazd do rozbudowywanej Elektrowni Opole.

Oprócz wymienionych, planujemy także inwestycje związane z przeciwdziałaniem i usuwaniem skutków klęsk żywiołowych. Potrzeby w tym zakresie są ogromne. Na razie w budżecie zaplanowaliśmy na te zadania 17 mln zł. Najważniejsze planowane inwestycje to: przebudowa obwałowań przeciwpowodziowych w rejonie Kędzierzyna-Koźla (14 mln zł), budowa obwałowań w Brzegu-Ratajach (32,8 mln zł), budowa wału o długości 150 m w gminie Bierawa (0,6 mln zł) oraz remont 13 innych obwałowań (18,1 mln zł). Największą inwestycją będzie natomiast polder Żelazna w Opolu, na który zaplanowano w tym roku 1,8 mln zł z budżetu województwa i 10,2 mln zł z funduszy unijnych.

Na zamówienie samorządu województwa opolskiego firma NEWAG ma dostarczyć siedem elektrycznych zespołów trakcyjnych. Jak ważny dla województwa jest rozwój komunikacji kolejowej? Czy planujecie Państwo w przyszłości więcej tego typu inwestycji?

Kontrakt z firmą NEWAG S.A. podpisaliśmy jesienią 2015 r. Zgodnie z tą umową do końca 2018 r. firma dostarczy nam siedem nowoczesnych pociągów typu Impuls. Po opolskich torach jeżdżą już cztery takie nowoczesne składy elektryczne. Obsługują one linię Kędzierzyn-Koźle–Wrocław. Impulsy to najnowocześniejsze pociągi w Europie. Są nie tylko komfortowe, ale przede wszystkim bezpieczne. Warto także zwrócić uwagę na fakt, że ok. 90 proc. części pociągu Impuls to od początku do końca polska produkcja. Jeden skład – taki, jakie jeżdżą po opolskich torach – kosztuje ok. 13 mln zł.

A jakie korzyści odnieśli podróżni w związku ze zmianami?

Przede wszystkim skrócił się czas przejazdu: z Opola do Brzegu do 27 min oraz z Opola do Wrocławia do 58 min. Bogatsza oferta przewozowa, realizowana w bardziej komfortowych dla pasażerów warunkach, ma ich zachęcić do częstszego korzystania z pociągów. Chcemy, by wrócili do nich zwłaszcza ci podróżni, którzy w związku z perturbacjami na modernizowanych liniach kolejowych zrezygnowali z przejazdów kolejowych. Dzięki unowocześnieniu linii i taboru podróż koleją może być konkurencyjna dla transportu samochodowego – tańsza, szybsza i bardziej komfortowa. Dlatego też w RPO mamy pieniądze na modernizację ważnych regionalnych linii kolejowych: Opole–Nysa, Opole–Kluczbork i Nysa–Brzeg. Te planowane inwestycje nie tylko znacząco poprawią komfort podróży koleją, ale przede wszystkim wpłyną na wzrost atrakcyjności województwa, bo dobry system komunikacyjny to jeden z warunków rozwoju całego regionu. Prace planowane na tych liniach zakładają zwiększenie wykorzystania transportu kolejowego w komunikacji regionalnej oraz poprawę bezpieczeństwa i standardu obsługi podróżnych. Prace remontowo-rewitalizacyjne mają widocznie poprawić sieć kolejową w województwie opolskim. Inwestycje będzie realizować spółka PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

W tym roku po raz pierwszy realizowany jest Marszałkowski Budżet Obywatelski – do podziału są 3 mln zł. Jakie inicjatywy mogą liczyć na Państwa poparcie?

Idea budżetu marszałkowskiego narodziła się w naszych głowach, ale pomysł i doświadczenia zaczerpnęliśmy od kolegów z małopolskiego urzędu marszałkowskiego. Na razie jesteśmy dwoma województwami w kraju, które takie budżety realizują. To szansa dla ludzi aktywnych, zrzeszonych i niezrzeszonych, by dzielili się swoimi inicjatywami. Kwota budżetu podzielona została w równych częściach – po 600 tys. zł – na pięć subregionów. Zgłaszać będzie można zadania o charakterze kulturalnym, prospołecznym, edukacyjnym, sportowym, turystycznym, ekologicznym lub inne, zgodne z kompetencjami województwa. Liczyć się będzie każda inicjatywa obywatelska, która przyczyni się do rozwoju regionu. A wierzę, że mieszkańcy Opolszczyzny mają wiele ciekawych pomysłów.

Zadanie może zgłosić każdy mieszkaniec regionu, który ukończył 16 lat. Nie musi stać za nim stowarzyszenie czy fundacja, nie musi mieć księgowej – wystarczy, że zbierze określoną liczbę podpisów wspierających pomysł. Jeśli projekt w głosowaniu uzyska poparcie mieszkańców, to urząd marszałkowski go zrealizuje i rozliczy. Chcemy, by mieszkańcy mieli jak największy wpływ na to, co dzieje się na Opolszczyźnie. Mamy zamiar konsekwentnie budować społeczeństwo obywatelskie.

Ostatnio powołał Pan Forum Młodzieży Województwa Opolskiego „Młodzieżowe Opolskie”. Co jest celem działania tej organizacji?

Wszystko, co robimy, ma służyć ludziom. A młodzi ludzie są dla nas najważniejsi, i to propozycja skierowana właśnie do nich. Forum „Młodzieżowe Opolskie” tworzą 53 osoby – przedstawiciele młodzieżowych rad, organizacji i grup z całej Opolszczyzny. Chciałbym, by byli naszymi doradcami, żeby nam podpowiadali, jak funkcjonują młodzi i czego potrzebują. To od nich tak naprawdę zależy przyszłość naszego regionu, a także całej Polski. Członkowie Forum będą sygnalizować, co dla młodzieży w województwie jest najważniejsze, ale będą też, poprzez praktyczne działania, uczyć się współdecydowania o sobie i swoim regionie. Za nami już pierwsze spotkanie, mam nadzieję, że kolejne przyniosą ciekawe inicjatywy i sugestie dla naszych przyszłych działań.

Dziękujemy za rozmowę.

środa, 05 kwiecień 2017 20:07

Wyzwanie za wyzwaniem

Napisane przez
Wyzwanie za wyzwaniem

Opole to miasto poprzecinane rzekami, wyrobiskami i licznymi trasami kolejowymi, przez co jest niezwykle wymagającym obszarem dla drogowców. Z Piotrem Rybczyńskim, wicedyrektorem Miejskiego Zarządu Dróg w Opolu, rozmawia Michał Rogoziński.

 

Proszę mi powiedzieć, co aktualnie należy do obowiązków Zarządu Dróg w Opolu?

Nasze kompetencje stale się zwiększają. Od 2002 r. zajmujemy się inwestycjami drogowymi, również tymi największymi. Oprócz dróg i mostów budujemy też centra przesiadkowe i przystanki; przejęliśmy także pod swój zarząd część zieleni. Ponadto odpowiadamy za utrzymanie dróg publicznych, wewnętrznych oraz infrastruktury inżynierskiej.

Z jakich działań jesteście Państwo najbardziej dumni?

Przede wszystkim z dużych przebudów dróg i mostów. Nie każdy zdaje sobie też sprawę z tego, że Opole jako pierwsze wprowadziło liczniki na skrzyżowaniach – te, które odmierzają czas do zmiany koloru sygnalizacji świetlnej. We Wrocławiu takie liczniki też już są stosowane. Cały czas rozwijamy ten pomysł i obecnie przymierzamy się do wprowadzenia ITS-u, czyli elektronicznego sterowania i zarządzania ruchem.

Czy to oznacza, że w Opolu ruch jest teraz utrudniony i nie ma tzw. zielonych fal dla samochodów?

Zielone fale są obecnie zastosowane na trzech newralgicznych ulicach miasta. Niestety, napotykamy tutaj wiele problemów infrastrukturalnych i dlatego sprawne planowanie ruchu jest utrudnione w całym Opolu.

Z czego to wynika?

Opole jest bardzo specyficzne – to stare historycznie miasto, jednak świetnie zurbanizowane. Kiedyś słynęło z cementowni, których pozostałością są liczne wyrobiska. Dzisiaj, niestety, stanowią one przeszkodę dla drogowców.

To jedyny problem, z którym boryka się Zarząd Dróg?

Niestety nie. Przeszkodą jest również… dobrze rozwinięta sieć kolejowa, podobnie jak Odra z kilkoma mniejszymi rzekami, które przecinają miasto. Obecnie na terenie Opola znajduje się około 150 obiektów inżynierskich, które pomagają rozwiązać te niedogodności. Układ miasta jest promienisty z fragmentami okólnymi dróg. Przez to nie możemy poprowadzić ruchu równolegle od strony centrum na zewnątrz. Brakuje dużych przestrzeni i fragmentów obwodnicy. To naprawdę wymagający obszar, bardzo trudny infrastrukturalnie.

Czy istnieje już plan na rozwiązanie tych problemów?

Tak, kierunki rozwoju układu komunikacyjnego planujemy we współpracy z urbanistami. Fragmenty ulic i obwodnicy zostaną domknięte, a ruch z centrum wyprowadzony promieniście. Jest też plan wyizolowania części Starego Miasta z ruchu samochodowego, a także odseparowania ruchu rowerowego.

Czy to oznacza, że Opole stawia na rowery?

Mieszkańcy jeżdżą nimi od zawsze! Współczesne odległości są jednak tak duże, że niekiedy nie da się polegać wyłącznie na rowerze. Wiele osób dojeżdża codziennie do Opola po kilkadziesiąt kilometrów. Właśnie dlatego kładziemy nacisk na rozbudowę węzłów przesiadkowych.

W czym mają pomóc takie węzły?

Mają przede wszystkim zachęcić do rezygnacji z samochodu i odciążyć ruch. Umożliwią też osobom dojeżdżającym sprawne przemieszczanie się i ułatwią przesiadkę z pociągu do autobusu lub na wspomniany rower miejski.

Pierwsze inwestycje są już zrealizowane?

Obecnie mamy gotowe projekty i decyzje środowiskowe na trzy miejsca przesiadkowe i jedno pozwolenie na budowę wokół głównych przystanków. Stale dążymy również do uzupełniania części parkingowej. Dworzec główny uległ rewitalizacji dzięki PKP w Opolu, podobnie jak część linii kolejowych. Zarząd Dróg zamierza z kolei unowocześnić pozostałość po dworcu autobusowym, który obecnie sprawia problemy; znajduje się w rękach prywatnych i jest dysfunkcyjny.

Z jakiego powodu?

Autobusy zatrzymują się teraz w różnych miejscach i ciężko je znaleźć. Dlatego w najbliższym czasie usprawnimy ruch oraz dworzec, przebudujemy okoliczne skrzyżowania i stworzymy nowe parkingi. Projekty prezentowaliśmy już na wielu konferencjach.

Skoro mowa o inwestycjach – co teraz dzieje się na terenie miasta?

Obecnie pracujemy nad przeprawami przez Odrę. Jest ich zdecydowanie za mało. Pomiar ruchu wykazał rekordowy przejazd 56 tys. pojazdów na dobę przez jedną z głównych ulic, gdy pobliski most miał ograniczoną przepustowość. Jak na ponad 100-tysięczne miasto to bardzo dużo. Niestety, przeszkodą w nowych inwestycjach często są sami mieszkańcy.

Z czego to wynika?

Każdy ma duże oczekiwania i chciałby, żeby żyło się łatwiej. Zarazem jednak wiele osób kładzie nacisk na to, by nowe inwestycje były prowadzone jak najdalej od ich miejsca zamieszkania. Mimo że mają pomóc…

Rozumiem, że borykali się już Państwo z takimi problemami?

Tak, rozpoczęliśmy jednocześnie trzy procedury budowy przepraw przez Odrę, w trzech różnych i zarazem jedynych możliwych lokalizacjach. Taka liczba wynika z tego, że chcieliśmy się zabezpieczyć na wypadek niepowodzenia któregoś projektu.

I jak to się skończyło?

Pierwsza przeprawa spotkała się z odmową już na samym początku, mimo że miejsce było idealne. Część trasy została wykonana, nie ucierpiałby żaden budynek, jedynie znikoma liczba drzew. I właśnie te ostatnie stały się problemem – ekolodzy podważyli projekt, na który mamy teraz czerwone światło.

A pozostałe dwie przeprawy?

W zeszłym roku, po bardzo długim czasie, otrzymaliśmy w końcu dwie pozytywne decyzje środowiskowe i wszystko wskazywało na to, że rozpoczniemy wyczekiwane inwestycje. Niestety, mieszkańcy zaskarżyli oba projekty i zablokowali budowę. Obecnie odwołujemy się od tych decyzji do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska…

Czy w takim razie mają Państwo przygotowany plan B?

Ze wspomnianymi przeprawami, póki co, nic nie możemy zrobić, jednak najbardziej zależy nam na inwestycji prowadzonej wspólnie z koleją. Tworzymy korytarz komunikacyjny wzdłuż linii kolejowej Wrocław–Katowice–Kraków, który ułatwi wjazd do miasta z dwóch stron, gdzie zlokalizowana jest trasa średnicowa. Istnieje pomysł na to, by w jednym korytarzu umieścić główną linię torów kolejowych oraz drogę lokalną poprawiającą przejazd w stronę Zaodrza.

A czy już istniejące mosty są wymieniane lub modernizowane?

Obecnie prowadzimy ciekawą inwestycję tego typu. W 1977 r. w mieście wybudowano jeden z pierwszych mostów kablowo-betonowych w kraju. Po latach wymagał remontu. Został rozebrany, a na jego miejscu stanie bardzo nowoczesny obiekt stalowo-betonowy wykorzystujący belki walcowane importowane z Luksemburga. Będzie miał pięć pasów, kładkę i zjazdy oraz najazdy. Stanie się elementem ulicy Niemodlińskiej, a cała inwestycja pochłonie 50 mln zł. W tym rejonie znajdzie się też centrum przesiadkowe Opole-Zachód. Ponadto zaplanowaliśmy budowę centrum przesiadkowego Opole-Wschód, łącznie z przebudową ulicy Niemodlińskiej. Posiadamy nawet całą dokumentację techniczną i decyzję środowiskową, ale, niestety, ekolog zaskarżył projekt i musimy odwołać się do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

A jaki jest aktualny stan nawierzchni w mieście?

W Opolu po raz pierwszy od sześciu lat pojawiła się zima, dlatego i uszkodzenia nawierzchni z pewnością będą większe niż w ostatnim czasie. Wcześniej degradacja postępowała powoli. Zaplanowaliśmy więc już naprawy pozimowe. Budżet zakłada również wykonanie remontów nakładkowych, ale ich skala jest uzależniona od funduszy, które pozostaną pod koniec sezonu wiosennego.

Próbowali Państwo może zinwentaryzować swoje osiągnięcia?

Tak. Zrobiliśmy podsumowanie. Od 2000 do 2014 r. powstało 20 obiektów inżynierskich oraz 100 km dróg, do których zaliczają się też wykonane ronda, przebudowy oraz kamienne odcinki, które przywróciliśmy na terenie Starego Miasta. Ponadto powstało kilka węzłów drogowych oraz fragmenty obwodnicy. To jednak tylko nieliczne z naszych inwestycji.

Dziękuję za rozmowę.    

wtorek, 04 kwiecień 2017 20:25

Od tradycji do innowacyjności

Napisane przez
Od tradycji do innowacyjności

Michał Rogoziński

Firmy działające na terenie Opolszczyzny mogą liczyć na finansowe wsparcie od państwa, jeśli działają w obszarze inteligentnych specjalizacji, których rozwój jest priorytetem.

Regionalne Strategie Innowacji Województwa Opolskiego będą obowiązywały jeszcze przez niecałe cztery lata, do 2020 r. To właśnie w tym programie zostały wskazane inteligentne specjalizacje Opolszczyzny. Priorytetem było znalezienie takich obszarów, które są charakterystyczne dla regionu, a zarazem posiadają własne tradycje – niezwykle istotne jest bowiem nabyte doświadczenie oraz jak największe szanse rozwoju. Program obejmuje również potencjalne inteligentne specjalizacje związane z procesami oraz produktami ochrony zdrowia. W jakim celu? Chodzi tutaj głównie o planowane przez województwo opolskie działania mające poprawić sytuację demograficzną. Największy nacisk został jednak położony na innowacje. Tylko w taki sposób zarówno Polska, jak i cała Unia Europejska będą mogły konkurować z gospodarką Stanów Zjednoczonych czy Japonii. Z tego powodu region musi samodzielnie wytwarzać myśl technologiczną, a nie tylko być rynkiem zbytu dla produktów z innych państw. I właśnie inteligentne specjalizacje mają być ku temu motorem napędowym.

Realizacja strategii

Okolicznością sprzyjającą realizacji strategii innowacji jest koncentracja polityki rozwoju regionu na wsparciu inwestycji w kluczowych obszarach. Ważne są również wykorzystanie głównych atutów regionu do stworzenia przewagi konkurencyjnej oraz wsparcie w komercjalizacji. Innowacje mają również zachęcić do finansowania sektor prywatny i zaangażować społecznych partnerów do badań oraz rozwoju. Dzięki temu możliwe będzie zwiększenie konkurencyjności województwa opolskiego w stosunku do innych regionów, co jest niezwykle ważne. Komisja Europejska wskazała bowiem, że Opolszczyzna, licząca około miliona mieszkańców, należy do grupy słabych innowatorów. Słabości regionu dotyczą głównie uwarunkowań koniecznych dla rozwoju gospodarki opartej na wiedzy, działalności podmiotów tworzących regionalną sieć innowacji oraz efektów gospodarowania.

Mimo powyższych zarzutów dla regionu pozytywnie wypada wyraźny wzrost wykształcenia mieszkańców, a krajowe badania wskazują, że poziom innowacyjności Opolszczyzny jest klasyfikowany jako średni, a nie słaby. Bez wątpienia w województwie aktywnie działają podmioty, które wspierają rozmaite komercjalizacje badań. Główny ośrodek innowacyjności jest podzielony pomiędzy dwa miasta: Opole oraz Kędzierzyn-Koźle. To tam koncentruje się najważniejsza działalność badawczo-rozwojowa oraz większość działań.

Kryteria wyboru

Metodą identyfikacji regionalnych specjalizacji była analiza transferu wiedzy. Założono, że inteligentne specjalizacje istnieją wówczas, gdy określona techno­logia zaistnieje równocześnie w trzech fazach: jest obiektem badań w sektorze B+R, stanowi pilotażowy przedmiot przedsiębiorstwa w regionie i jest upowszechniana jako transakcja kupna-sprzedaży na rynku regionalnym oraz ponadregionalnym. Potencjalne specjalizacje muszą spełniać dwa ze wspomnianych trzech wymogów, z kolei realizacja tylko jednego z nich dyskwalifikuje daną technologię. Ostateczna analiza pozwoliła zidentyfikować kluczowe branże, dzięki którym region uzyskuje przewagę konkurencyjną, a dalsze analizy pozwoliły utworzyć hierarchię oraz określić poszczególne obszary:

  1. chemiczny;
  2. budowlany;
  3. maszynowy i elektromaszynowy;
  4. paliwowo-energetyczny;
  5. rolno-spożywczy;
  6. drzewno-papierniczy, w tym przemysł meblarski;
  7. metalowy i metalurgiczny;
  8. transport i logistyka;
  9. usługi medyczne i rehabilitacyjne;
  10. usługi turystyczne;
  11. usługi edukacyjne;
  12. przemysł lekki;
  13. usługi finansowe;
  14. handel.

Inteligentne specjalizacje

W oparciu o wymienione obszary, charakteryzujące się najwyższym priorytetem w regionie, zostały utworzone inteligentne specjalizacje województwa opolskiego. Pierwsza z nich to technologie chemiczne. Obejmuje ona zarówno otrzymywanie materiałów polimerowych, jak i chemię organiczną, specjalistyczną, a także surowce odnawialne. Dzięki temu istnieje szansa na podniesienie jakości nawozów, rozcieńczalników, środków czyszczących czy dodatków stosowanych w przemyśle.

Druga inteligentna specjalizacja to zrównoważone technologie budownictwa i drewna. Chodzi tutaj zarówno o budownictwo niskoenergetyczne, jak i technologie cementu, wapna oraz betonu. Nowoczesne materiały oraz procesy mają szansę zoptymalizować zużycie energii budynków, zredukować zanieczyszczenia oraz zwiększyć wykorzystanie biomasy.

Trzecia specjalizacja to szeroko pojęty przemysł maszynowy i metalowy. Priorytetem są układy napędowe o obniżonej emisji substancji szkodliwych, a także projektowanie i wytwarzanie maszyn, które charakteryzują się oszczędnością energii oraz są nowoczesną alternatywą dla obecnych rozwiązań. Uzupełnienie stanowi technologia metali, czyli specjalistyczne konstrukcje, komponenty, części i podzespoły wraz ze sposobem ich łączenia.

Czwarta specjalizacja skupia się na technologii przemysłu energetycznego, a w szczególności na wytwarzaniu i zarządzaniu energią. Priorytetowo są traktowane wysokosprawne i niskoemisyjne metody wytwarzania energii, źródła alternatywne, ale równie ważna jest technologia silników oraz wysokich napięć podwyższająca sprawność.

Piąta inteligentna specjalizacja to procesy rolno-spożywcze skupiające się na produkcji roślinnej i przetwarzaniu żywności.

Dodatkowo została również wskazana specjalizacja potencjalnie inteligentna – są to procesy i produkty ochrony zdrowia i środowiska. Obejmuje ona szeroko pojętą ochronę zdrowia, rozwój nowoczesnej infrastruktury, produktów i usług. Dodatkowo wyróżniono zintegrowany przestrzennie regionalny produkt turystyczny wykorzystujący potencjał infrastruktury kulturalnej i sportowej, uzupełniony o organizację przyjaznego dla środowiska systemu terminali przeładunkowych.

Dzięki wyróżnionym specjalizacjom, posiadającym swoje tradycje i ogromny potencjał, Opolszczyzna ma szansę stać się regionem bardziej konkurencyjnym. Z pewnością skorzystają na tym również przedsiębiorcy.   

poniedziałek, 03 kwiecień 2017 20:15

Ku wyższym standardom na drodze

Napisane przez
Ku wyższym standardom na drodze

O wizji, filozofii budowy regionalnej sieci drogowej, a także o wymaganiach technicznych i innowacjach w transporcie ze ZBIGNIEWEM TABOREM, dyrektorem Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach, rozmawia Anna Krawczyk.

 

Kilka lat temu Zarząd Dróg Wojewódzkich w Katowicach opracował i wdrożył Wytyczne Techniczne. Jaki był cel ich wprowadzenia?

Wprowadzenie Wytycznych Technicznych nastąpiło już w 2003 r. Celem było usystematyzowanie wiedzy technicznej, która jest niezbędna do przeprowadzania remontów i modernizacji dróg. Jednocześnie wprowadzenie wytycznych posłużyło określeniu jednakowych wymogów stawianych wykonawcom. Przed wprowadzeniem systemu wytycznych opieraliśmy się na szczegółowych specyfikacjach technicznych zawartych w projektach. Jednakże wymagania te różniły się między sobą – w zależności od tego, jakie biuro projektowe realizowało projekt.

Czy łatwo było przekonać projektantów do stosowania tych wytycznych?

Na początku były z tym kłopoty, ponieważ zarzucano nam, że wymuszamy stosowanie rozwiązań ograniczających twórczą pracę projektantów. Po kilku latach okazało się jednak, że to jest dobre rozwiązanie. Obecnie projektanci nie mają uwag do funkcjonującego z powodzeniem systemu.

A wykonawcy? Też mieli zastrzeżenia?

Muszę przyznać, że z wykonawcami było znacznie więcej problemów. Musieliśmy stoczyć z nimi prawdziwą walkę, gdyż wprowadzenie systemu wytycznych ograniczyło możliwości ich dowolnego działania, które służyło przede wszystkim ograniczeniu kosztów wykonania zadania.

Kosztem jakości.

No tak. Zastosowanie wymagań jednakowych dla wszystkich spotykało się więc na początku z dużym oporem. Teraz część wykonawców, jak i projektantów otwarcie mówi, że to dobry system, ponieważ wiedzą, jakie wymagania muszą spełniać, zanim zostaną ogłoszone postępowania przetargowe. Mają świadomość, że one się nie zmienią i że są takie same na wszystkich budowach. To dla nich duże ułatwienie.

Czy dzięki wprowadzeniu wytycznych stan dróg się poprawił?

Ewidentnie. I jest to widoczne. Drogi są w lepszym stanie technicznym. Nie musimy na nie wracać z robotami remontowymi po okresie gwarancji. Jakość nawierzchni drogowej wykonanej 10 lat temu pozostaje na niezmienionym poziomie. To dowód, że wdrożony system znacznie ułatwia zarządzanie kontraktami, a efekt jest widoczny społecznie.

W którym momencie tak naprawdę zaczyna się jakość przy budowie dróg?

W momencie podjęcia decyzji przez zarząd dróg o tym, co na danej drodze ma zostać wykonane. Generalnie w naszym przypadku mówimy o drogach istniejących. Nowe drogi budujemy w niewielkiej ilości. W związku z tym kluczowe jest pytanie: remontujemy czy przebudowujemy? W ten sposób decydujemy o jakości drogi. Bez dogłębnej analizy potrzeb nie można podjąć racjonalnej i dobrej decyzji.

Trzeba przyznać, że część dróg jest wykonana na bardzo słabym podłożu, na którym zastosowanie nawet najlepszego pakietu bitumicznego nie spowoduje, że będą one trwałe. Tak więc podłoże jest pierwszym elementem jakości. Drugim jest dobry projekt, uwzględniający rodzaj podłoża, sposób odwodnienia korpusu drogowego, a także warunki pracy przyszłej drogi. Niestety, często te kwestie są traktowane po macoszemu, chociaż wiadomo, że podłoże jest takim fundamentem, który decyduje o tym, jak długo droga obejdzie się bez remontu. Na koniec, jeśli już mamy dobry projekt, to niezbędny jest rygorystyczny nadzór nad wykonaniem robót budowlanych. Dopiero uwzględniwszy powyższe elementy, możemy mówić o wysokiej jakości drogi.

Jak u Państwa wygląda nadzór nad pracami drogowymi? Z pewnością istnieje zewnętrzny nadzór, ale znając Pana, wiem, że prowadzone są również kontrole wewnętrzne.

Zgadza się, bardzo pilnujemy tych kwestii. Sposób nadzoru zależy oczywiście od zakresu poszczególnych zadań. Przy realizacji mniejszych inwestycji nadzór nad całością kontraktu sprawują nasi inspektorzy. Natomiast większe zadania wymagają tzw. inżyniera kontraktu, czyli firmy wyłonionej w drodze przetargu, nad którą czuwa jeszcze kierownik projektu, tj. nasz pracownik, najczęściej inspektor nadzoru. W ten sposób ta kontrola jest przynajmniej dwustopniowa. Aby jednak nie spotkać się z zarzutem, że nadzorujemy inżyniera kontraktu, to u nas organem kontrolnym jest naczelnik wydziału, który z kolei kontroluje inspektorów oraz kwestie egzekwowania przez nich jakości.

Proszę powiedzieć, czy kosztorysy inwestorskie różnią się od cen zaproponowanych w przetargach? Chodzi o to, czy jest Pan w stanie zapłacić więcej za wysoką jakość?

Przeważnie kosztorysy inwestorskie są wyższe od cen oferowanych przez wykonawców w przetargach. Na pewno w naszym województwie firmy ubiegające się o kontrakty przedstawiają wyższe ceny niż gdzie indziej w kraju, ale nigdy oferty nie przekroczyły naszego kosztorysu. Jeśli chodzi o jakość, to ona zawsze kosztuje. Przekonują się o tym firmy, które pierwszy raz u nas startują. Z reguły mają problemy z realizacją zamówienia za kwotę, którą pierwotnie zaproponowały. Wykonawcy, którzy wcześniej realizowali u nas prace, składają oferty rozsądne cenowo, uwzględniające wymagania jakościowe.

Patologią na krajowym rynku budownictwa jest to, że system, w którym najważniejszym kryterium jest niska cena, prowadzi do wyboru nierzetelnych wykonawców. Taka firma dopiero w trakcie prac zdaje sobie sprawę, że zaproponowana cena okazała się nierealna. Szuka wtedy różnych oszczędności, np. na rodzaju i ilości materiałów budowlanych, co bezpośrednio przekłada się na jakość. Zamawiający cieszą się z początkowych oszczędności na wyborze wykonawcy, jednak są one tylko pozorne. Z punktu widzenia cyklu życia produktu powstają drogi, które po okresie gwarancji trzeba znów remontować.

Na naszej jesiennej konferencji „Inżynieria wartości w praktyce II” zapowiedział Pan budowę warstw ścieralnych na drogach w Pana zarządzie tylko na asfaltach wysokomodyfikowanych. Jak wpływa to na koszty życia projektu?

Zastosowanie asfaltu wysokomodyfikowanego w pakiecie bitumicznym, czyli nowego rodzaju lepiszcza, które w znaczący sposób różni się od dotychczas stosowanych asfaltów, wpływa bardzo korzystnie na ogólny poziom kosztów. Co prawda koszt przebudowy drogi z zastosowaniem tej technologii jest większy o ok. 3 proc., ale badania i próby doświadczalne potwierdzają, że asfalt wysokomodyfikowany wykazuje o wiele większą trwałość zmęczeniową. Istotne jest też to, że materiał ten może mieć zastosowanie nie tylko do warstwy ścieralnej, ale także do podbudowy zasadniczej. Spód pakietu bitumicznego jest odpowiedzialny za trwałość zmęczeniową, czyli za to, czy dana nawierzchnia wytrzyma 20, 30 czy 50 lat. Warstwę ścieralną można w prosty i stosunkowo tani sposób wymienić, natomiast podbudowy zasadniczej nie da się wymienić bez rozbiórki drogi. Asfalt wysokomodyfikowany trzeba zatem stosować przede wszystkim w podbudowie, gdyż do niej na etapie eksploatacji nie mamy dostępu.

Pod koniec kwietnia organizujecie Państwo V Śląskie Forum Drogownictwa. Oprócz realizacji nowych inwestycji będzie tam mowa także o utrzymaniu dróg. Swoje doświadczenia przedstawią prelegenci z kraju i z zagranicy. Co należałoby zmienić w kwestii utrzymania?

Niestety, obecnie utrzymanie dróg działa jak pogotowie ratunkowe. Podejmujemy akcję dopiero, kiedy coś się stanie. Z powodu ograniczonych środków finansowych nie możemy zaplanować tych działań wcześniej. Głównie chodzi tu o wymianę warstwy ścieralnej. Należy ją wymieniać regularnie z uwagi na jej naturalne zużycie przez przejeżdżające pojazdy (maleje jej szorstkość), a także działanie słońca, które emituje niszczące promieniowanie ultrafioletowe i ciepło. W związku z tym to właśnie lepiszcze w warstwie ścieralnej najszybciej ulega degradacji. Do tego jest ono poddawane bardzo dużym zmianom temperaturowym, od +60°C w lecie do -30°C w zimie. Planowo warstwę ścieralną powinno się więc wymieniać co 10–15 lat. My tego nie robimy, co skutkuje coraz większymi uszkodzeniami, które z kolei wiążą się z rosnącymi kosztami remontów. Uważam to za największą wadę obecnego systemu utrzymania.

Na zbliżającym się forum kilka referatów będzie poświęconych badaniu szorstkości nawierzchni. Czy wprowadzi Pan ten parametr do pozacenowych kryteriów?

Nie. I to z dwóch powodów. Wciąż trwają dyskusje, w jaki sposób powinno się go badać. Znamy metodę, ale – jak pokazuje praktyka, nie tylko polska, ale też innych krajów UE – badanie odstaje od warunków panujących w rzeczywistości. Poza tym trudno zweryfikować deklarowany parametr szorstkości nawierzchni w realnych warunkach eksploatacyjnych. A to dlatego, że przy odbiorze nowej drogi wiemy, że to nie jest ten parametr, który będzie się utrzymywał w okresie dalszego użytkowania. Musielibyśmy czekać pół roku od oddania trasy do użytku, żeby to sprawdzić. Tym samym musiałbym wstrzymać się z zapłatą dla wykonawcy do ostatecznej weryfikacji. Uważam zatem, że to nie jest dobre kryterium pozacenowe.

Jakie wyzwania stoją obecnie przed zarządcami dróg? Dobry dyrektor musi znać się na technologii, prawie, a do tego być świetnym liderem. Jak to pogodzić?

Pracować nad tym. Niezbędna jest wykwalifikowana kadra. Ważni są specjaliści zajmujący się technologiami bitumicznymi, bo one są najpopularniejsze w budowie dróg. Brak takich osób powoduje, że do wykonania trafiają projekty, które – delikatnie mówiąc – są niedoskonałe. To z kolei przekłada się na trwałość dróg. Potrzebni są prawnicy, zwłaszcza znający prawo zamówień publicznych. Na szczęście każdy ZDW dysponuje specjalistami organizującymi przetargi. Nad wszystkimi powinien czuwać kierownik mający wiedzę z techniki drogowej i znający się na filozofii zarządzania siecią dróg, która uwzględnia jakość i trwałość, a do tego dobierający właściwe metody i narzędzia z zakresu budowy, utrzymania oraz diagnostyki dróg. Lider musi też narzucać kierunki rozwoju, przewidywać, jak struktura ruchu będzie wyglądać za 30–50 lat. Dyrektor powinien mieć zatem wizję i znać filozofię działania.

Dziękuję za rozmowę.      

Tekst: Rafał Wilgusiak

Strona 1 z 13

Logowanie