Wydrukuj tę stronę
czwartek, 10 grudzień 2015 00:00

Liczy się elastyczność

Napisane przez 

Jeśliby brać pod uwagę wartość podpisanych kontraktów, rok 2015 był dla Budimeksu rekordowy. O planach spółki z Dariuszem Blocherem, prezesem zarządu, rozmawia Anna Krawczyk.

 Czy mijający rok spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje?

Biznesowo nie mamy powodów do narzekań. Zapełniliśmy portfel zamówień, choć przetargów było mniej, niż się spodziewaliśmy. Przewidywano, że w tym roku wzrost produkcji budowlano-montażowej wyniesie 10 proc. Jak na razie jest tylko 3 proc.

Czy Pana zdaniem polski rynek zamówień publicznych sprzyja prowadzeniu biznesu zgodnie z zasadami CSR (ang. Corporate Social Responsibility)?

Niestety nie, przed nami jeszcze długa droga. Najlepsze praktyki, jeśli chodzi o jakość, bezpieczeństwo pracy, poszanowanie klienta stosowane są w Stanach Zjednoczonych. W porównaniu z nimi Europa nadal raczkuje, choć w codziennym działaniu coraz częściej widać dbałość o kwestie społeczne. Pomału zmienia się podejście do inwestora, mieszkańców, pracowników, środowiska.
Skupiając się tylko na najbliższej perspektywie, ponosimy spore koszty. W naszej branży prawdziwe interesy robi się dzięki umowom długoterminowym. Chcemy pracować z inwestorem wiele lat, wspólnie rozwiązując problemy, budując zaufanie i wzajemny szacunek. Niestety tylko niewielka grupa klientów kieruje się takimi zasadami. Rozumieją, że czasem warto zapłacić trochę więcej, aby zatrudnić sprawdzonych wykonawców i usługodawców. Godzą się też na dłuższą realizację inwestycji, bo ma ona służyć lata.

Co jest największym mankamentem zamówień publicznych?

Kierowanie się w wyborze wykonawcy kryterium najniższej ceny. Niestety to zjawisko dotyczy obecnie wszystkich uczestników procesu inwestycyjnego, już nie tylko inwestorów, ale i projektantów, wykonawców i podwykonawców. Tymczasem należałoby zadbać o kwestie społeczne, aby wszyscy zatrudnieni mieli umowę o pracę, aby mieli zapewnione bezpieczne warunki tej pracy. Chodzi nie tylko o naszych pracowników, ale i o tych z firm podwykonawczych. O to dziś inwestor nie pyta i mam wrażenie, że nie oczekuje takich prospołecznych działań.
Dopóki sytuacja się nie zmieni, trudno będzie się przebić z dobrą ofertą. Na polskim rynku budowlanym zasady CSR jeszcze długo nie będą powszechnie obowiązywały.

Czy pomogłoby stosowanie pozacenowych kryteriów wyboru ofert?

To temat niekończącej się dyskusji w branży. Proszę zauważyć, że bardzo trudno zaoferować coś innego niż cenę. Klient prywatny również się nią kieruje, aczkolwiek u niego nie musi wygrać oferta tańsza o złotówkę od następnej. Jest większa świadomość tego, która cena jest sensowna.
Przydałyby się uregulowania opracowane na szczeblu rządowym i odgórne wymogi. W tej chwili poza ceną mamy do wyboru kryterium okresu gwarancji i okresu realizacji. Nie tylko niczego to nie ułatwia, ale wręcz szkodzi. Skrócenie okresu realizacji działa jedynie na niekorzyść: pracownicy pracują dłużej, spieszą się, panuje nerwowa atmosfera. To nie służy współpracy i może się odbić na jakości. Istnieje więc pewna granica, której nie powinniśmy przekraczać.

Jakie inne kryteria by Pan zaproponował?

Ustawodawstwo daje wiele możliwości, lecz nie zawsze jest chęć, by z nich skorzystać. Cena powinna stanowić 50, maksymalnie 60 proc. uzasadnienia decyzji o wyborze. Inaczej nie ma miejsca na innowacje, które dziś nie są brane pod uwagę.
Zatrzymajmy się na chwilę przy okresie realizacji zamówienia. Przykładowo obejmuje on 30 miesięcy. Zaproponowanie w ofercie skrócenia go do 25 miesięcy procentuje uzyskaniem 10 punktów. Gdy jednak zaproponujemy 26 miesięcy, nie uzyskamy już żadnego punktu. W mojej opinii to kryterium należałoby zmodyfikować, tak by punkty mogły być przyznawane także za terminy pośrednie.
Jako członek Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie kierujemy się w swej działalności bardziej rygorystycznymi zasadami, niż to wynika z prawa. Dlaczego nie przyznawać punktów wykonawcom, którzy w kwestiach BHP czy CSR robią coś więcej ponad to, co nakazują przepisy?
W Wielkiej Brytanii stosowany jest model Total Target Cost, wzrasta też popularność modelu BIM (Building Information Modelling). Aby możliwe było określenie kosztów budowy i eksploatacji inwestycji, konieczna jest współpraca projektanta, inwestora i wykonawcy. Przypomina to trochę polski system „optymalizuj i buduj”, tyle że u nas optymalizacja dotyczy głównie kosztów realizacji.

Co zatem zrobić, aby aspekty związane z eksploatacją były brane pod uwagę już na etapie przetargu?

Bardzo dobrym rozwiązaniem jest dialog konkurencyjny stosowany w sektorze przemysłowym i energetycznym. Zaprasza się wykonawców do przedstawienia technologii wykonania zadania. Wybiera się rozwiązanie optymalne i na tej podstawie powstaje SIWZ. Dopiero po tym wykonawcy mogą składać oferty cenowe.
Nie sądzę jednak, żeby sprawdziło się to w robotach liniowych, które z reguły są mniej skomplikowane. Ponadto okres wyłaniania oferenta byłby o wiele dłuższy.

Czy jednak nie byłoby warto poczekać, skoro takie rozwiązanie gwarantuje lepszą weryfikację firm?

Moim zdaniem inwestor nie powinien obawiać się wykluczyć oferty z rażąco niską ceną lub takiej, która budzi wątpliwości. Należałoby dopracować narzędzie umożliwiające dobór podmiotów zdolnych do realizacji danego zamówienia, dysponujących potencjałem technicznym i kadrowym realnie, a nie tylko na papierze.
Uważam, że rozszerzenie systemu „zaprojektuj i wybuduj” o „utrzymaj” doprowadziłoby do naturalnej selekcji wśród wykonawców. Na rynku zostałyby te firmy, które rzeczywiście się na swej profesji znają i proponują najwyższą jakość długoterminowo, a nie tylko na okres gwarancji. Oferty stałyby się bardziej realne.
Nie obawiałbym się tego, że na rynku pozostaną jedynie duże firmy. Spójrzmy, co się dziś dzieje na drogach podlegających GDDKiA – prace, w tym utrzymaniowe, wykonują także mniejsi przedsiębiorcy.

Na ile przydatne jest kryterium okresu gwarancji? Obecnie najczęściej wymaga się 10 lat. Czy zawsze się to opłaca?

Kolejny raz okazuje się, że jesteśmy ewenementem w skali europejskiej, bo nigdzie na naszym kontynencie nie wymaga się aż tak długiego okresu gwarancji. Od razu uczulam, by nie mylić okresu gwarancji z okresem żywotności danego obiektu. Wyjaśnię to na przykładzie samochodu: producent udziela gwarancji na 3 lata, a przecież po tym okresie auto działa dalej już bez gwarancji.
Wciąż nierozwiązany i aktualny pozostaje problem podziału odpowiedzialności między tymi, którzy udzielają gwarancji na wybudowane drogi, a tymi, którzy je potem utrzymują. Dziś wykonawca ma relatywnie mało do powiedzenia w tej sprawie. W tej sytuacji wszelkie roszczenia mogą być dyskusyjne, nie wiadomo bowiem, czy przyczyną uszkodzenia jest nienależyte wykonanie czy złe utrzymanie.
Znowu przywołam przykład z rynku motoryzacyjnego. Kiedyś naprawę auta w ramach serwisu gwarancyjnego można było wykonać tylko u producenta, inaczej traciło się
gwarancję. Dziś można je naprawiać także u autoryzowanego przedstawiciela producenta legitymującego się odpowiednim certyfikatem.
Podobne rozwiązania można by zastosować także w branży drogowej. Jednak już na etapie przetargu budowlanego należałoby ustalić kryteria utrzymania.
Jest sporo kwestii, których uregulowanie przyniosłoby branży realne korzyści. Moglibyśmy trochę taniej i szybciej budować, w lepszej jakości, gdyby dialog polityczno-inwestorsko-wykonawczy był bardziej produktywny.
Dysponujemy odpowiednim miejscem do rozmów. Polski Związek Pracodawców Budownictwa zrzesza już ponad 80 firm. Teraz czekamy na krok ze strony rządowej.

Proszę o uchylenie rąbka tajemnicy i wyjawienie, co Budimex planuje na rok 2016 i kolejne lata.

Procesy inwestycyjne wymagają szybkiego podejmowania decyzji. Mamy nadzieję, że niepewność co do planów nowej ekipy rządzącej potrwa krótko.
Co się tyczy Budimeksu, zarówno ta bliska, jak i trochę dalsza przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Oczywiście nie wiadomo jeszcze, jak będzie z rentownością kontraktów, ale duży napływ środków z UE napawa optymizmem. Nastały dobre czasy dla budownictwa. Miałbym tylko prośbę do inwestorów, żeby rozsądnie wybierali wykonawców wśród tych, którzy chcą nie tylko działać na polskim rynku, ale i na nim inwestować.

Czy i jak zamierzacie zwiększyć różnorodność swej oferty?

Patrząc na Ferrovial, głównego akcjonariusza grupy Budimex, dochodzimy do wniosku, że dywersyfikacja to rzeczywiście jedyna droga. Jeszcze w 2000 r. firma zajmowała się głównie budowlanką i to tylko w swoim kraju. Teraz aż 75 proc. jej przychodów generuje działalność prowadzona poza granicami Hiszpanii, a ponad 50 proc. przychodów czerpanych jest spoza budownictwa.
Na pewno będziemy chcieli realizować inwestycje dla kolei, ale już bez PNI. Poszukamy podwykonawców lub dokupimy sprzęt.
Kusi nas sektor energetyczny, także za granicą. Ubiegamy się o kontrakt na budowę spalarni śmieci na Litwie.
Pamiętając, że środki unijne kiedyś się skończą, zamierzamy rozszerzyć zakres świadczonych usług. Spółka FBSerwis, w której mamy 49 proc. udziałów, już realizuje kontrakty utrzymaniowe. Zajmuje się nie tylko utrzymaniem dróg i infrastruktury w miastach, ale także optymalizacją oświetlenia oraz odbiorem i utylizacją odpadów. W przyszłości zamierzamy wzbogacić ofertę o działania proekologiczne.

Dziękuję za rozmowę.

Ostatnio zmieniany czwartek, 28 styczeń 2016 07:47