InfrastrukturaMiesięcznik

czwartek, 10 grudzień 2015 00:00

Z emocjami za pan brat

Napisane przez 

Emocje niczym dobry przyjaciel są z nami zawsze, tylko my nie zawsze chcemy ich słuchać. Konsekwencje tego mogą być przykre. O tym, jak mądrze wykorzystać wiedzę płynącą z emocji, z Agnieszką Chmielewską-Kołodziej, psychologiem, terapeutą, certyfikowanym specjalistą terapii uzależnień i specjalistą psychodietetyki, współautorką portalu Lustropsychologiczne.pl, rozmawia Anna Krawczyk.

Jaką rolę pełnią emocje?
Musimy zdać sobie sprawę, że emocje towarzyszą człowiekowi od zawsze. Te najbardziej pierwotne, czyli strach, złość, wstyd, smutek, wstręt, miały za zadanie ustrzec gatunek ludzki przed niebezpieczeństwami, pełniły więc rolę adaptacyjną. W trakcie ewolucji musieliśmy wykształcić bardzo szybką reakcję na pojawiające się zagrożenia. W czasach prehistorycznych było to warunkiem przeżycia.

Czy rola adaptacyjna nadal jest równie ważna?
Oczywiście, że nie, bo rzadko się zdarza, żeby czyhał na nas dziki zwierz. Jednak automatyzm pozostał. Strach i gniew nas chronią. Pierwotnie reagowaliśmy na nie dwojako: ucieczką albo walką. I to się nie zmieniło.
Dziś bardziej przydatne są funkcje społeczne emocji. Zwracam uwagę, że niektóre emocje zbliżają nas do ludzi, inne od nich oddalają. Przykładem takich stanów emocjonalnych, które przyciągają nas do drugiego człowieka jest miłość czy tęsknota. Pojawiły się one wtedy, gdy zaczęliśmy gromadzić się w plemiona i żyć w jaskiniach. Dzięki temu, że odczuwamy emocje, inni ludzie rozumieją nasze potrzeby i co się z nami dzieje.

A poczucie winy?
Paradoksalnie także zbliża nas do ludzi, ponieważ jako regulator kontaktów społecznych, motywuje do okazywania ludziom szacunku i przestrzegania norm. Zwykle chcemy uniknąć poczucia winy.

Które z emocji oddalają nas od ludzi?
Te związane z walką, czyli złość, ale również lęk, strach czy wstręt. Gdy ktoś nas w przeszłości skrzywdził, mamy prawo w jego towarzystwie czuć strach. Natomiast w zupełnie nowych sytuacjach, w których nie wiemy czego możemy się spodziewać, pojawia się lęk. Z kolei złość sprawia, że rozpoczynamy walkę, ale też inni odsuwają się od nas, gdy nasze zachowania przekształcają się w niekontrolowaną furię.

Co jednak robić, gdy zauważamy u siebie taką reakcję?
Nie ma recepty na to, jak zawsze reagować adekwatnie do sytuacji. Sprawa jest skomplikowana, bo, jak już wcześniej wspomniałam, nie wyzbędziemy się reakcji automatycznych. Powinniśmy jednak umieć szybko ocenić sytuację. Istnieje spora grupa osób, u których pojawiające się emocje zakłócają normalne funkcjonowanie. Emocje eskalują i mówiąc obrazowo, zalewają taką osobę, przez co nie dostrzega ona świata. Będąc w takim stanie, łatwo popaść w czarnowidztwo, to zaś wyklucza trzeźwą ocenę rzeczywistości. Trzeba wziąć poprawkę na to, że czasami nasz system informacyjny może nas zawodzić. Podobnie jak alarm w domu może się uruchomić wskutek podmuchu wiatru, a nie wystąpienia realnego zagrożenia. Dobrym rozwiązaniem w takich sytuacjach jest posiłkowanie się różnego rodzaju dystraktorami. Przykład: gdy mamy przed sobą prezentację w pracy i już od rana dopada nas trema, warto zająć się czymś innym, czymś co odwróci naszą uwagę.

Jak jeszcze oswoić emocje?
Przede wszystkim je zauważyć. Niczym dobry i mądry przyjaciel zawsze mówią nam prawdę. To kolejna rola emocji – przekazywanie informacji o tym, czego w danej sytuacji potrzebujemy, co jest dla nas ważne lub czego powinniśmy unikać. Zdarza się, że choć podjęliśmy decyzję o zatrudnieniu kogoś na podstawie racjonalnych przesłanek, gdzieś podskórnie czujemy, że coś jest nie tak. Warto przyjrzeć się temu, co odczuwamy, przebywając z taką osobą. Złość i gniew informują nas, że dana osoba narusza nasze granice, wartości, prawa. Gdy ich natężenie wzrasta, podobnie jak temperatura organizmu, emocje podpowiadają nam, że dzieje się coś złego. Jedyne zatem, co należy zrobić, to dopuścić swoje emocje do głosu.
Z kolei przy budowaniu relacji czy to biznesowych, czy partnerskich na początku może towarzyszyć nam strach. Nie mówi on „nie wchodź w tę relację”, tylko „uważaj”. Związane jest to z adaptacyjną funkcją emocji. Już neandertalczyk, widząc obce plemię, zachowywał czujność i ostrożność. Wolał sprawdzić nowych współtowarzyszy, zanim zdecydował się im bezgranicznie zaufać. Warto korzystać z tych doświadczeń.

Dlaczego pośpiech w budowaniu relacji jest niewskazany?
Budowanie relacji to proces długotrwały. Przyjaźń nawiązuje się w sposób naturalny, gdy dajemy czas sobie i drugiej osobie. Kiedy mamy obawy związane z nowo poznaną osobą, łatwiej się wycofać, gdy zaangażowanie jest małe. Kiedy jest już duże, powoduje, że pewnych cech nie chcemy widzieć. Mamy tu często do czynienia z efektem aureoli. Wystarczy, że osoba ma jedną pozytywną cechę, a my od razu przypisujemy jej inne. Często popadamy w pułapkę pseudoprzyjaźni. Mam na myśli sytuację, gdy z jakichś powodów ktoś poświęca nam swój czas, a my jesteśmy mu za to tak wdzięczni, że nie zauważamy jego niewłaściwych zachowań i tego, że żąda od nas coraz więcej.

O czym jeszcze informują emocje?
Ukazują nam nasze potrzeby, co jest dla nas ważne, czego w życiu chcemy, w jakim kierunku powinniśmy się rozwijać, ale również dają nam motywację i energię do działania. Osoby odnoszące sukcesy szukają nowych rozwiązań, podążając za swoimi potrzebami, które sygnalizują im właśnie emocje. Potem pojawia się poczucie zadowolenia, które objawia się dobrym nastrojem.

Jakie mogą być negatywne konsekwencje niesłuchania emocji?
To pytanie dotyczy też tego, jak ludzie radzą sobie z emocjami. Część osób tak bardzo chce kontrolować emocje, że najchętniej w ogóle by je wyłączyli. Paradoksalnie skutkuje to jeszcze większymi problemami z uczuciami. Ja sobie, a emocje sobie.
Sposobem na zagłuszanie emocji jest wchodzenie w różnego rodzaju uzależnienia: kobiety częściej zajadają się, a mężczyźni popadają w alkoholizm lub hazard. Choć bywa i na odwrót. Naukowcy alarmują też o nowych zagrożeniach, jakie niesie uzależnienie od internetu. Zamrażanie emocji prowadzi do różnych stanów chorobowych objawiających się m.in. bólami głowy, kręgosłupa, problemami ze skórą. Istnieje wiele chorób psychosomatycznych, czyli takich, u których podłoża można odnaleźć czynnik psychologiczny.
Negatywną konsekwencją niewyrażania emocji może być również depresja. Zjawisko to ma miejsce w przypadku zalegającej złości lub nieprzeżytego smutku. Można określić to w następujący sposób: umysł może starać się zapomnieć, ale ciało nie zapomni, na tym polega jego mądrość. Emocje pomagają w odreagowaniu, oczyszczają nas. Okazuje się, że w zależności od kontekstu danej sytuacji skład łez jest bardzo różny.
Uciekanie od emocji powoduje również zmęczenie. Bardzo dużo energii i czasu poświęcamy na kurczowe utrzymanie ich pod kontrolą. W takiej sytuacji mamy mniej siły na potrzebne działanie, na bycie w relacjach z innymi. A w dalszej perspektywie gorzej zapamiętujemy, bo musimy jednocześnie skupiać uwagę na dwóch rzeczach: na otoczeniu i na trzymaniu emocji w ryzach. Zakładamy maskę, pod którą się ukrywamy. Ludzie są jednak tak skonstruowani, że taki rodzaj podwójności i gry w relacji wychwytują niezwykle szybko. Pojawia się pewnego rodzaju napięcie, któremu muszą nadać jakieś logiczne wytłumaczenie. Pół biedy jeśli ktoś miał raczej dobre doświadczenia w przeszłości, ponieważ będzie on w stanie nadać naszej grze dobre wytłumaczenie. Może zobaczy naszą nieporadność, jakoś zrozumie. Ale wiele osób takie napięcie będzie racjonalizować już bardziej negatywnie, dopatrując się tam niechęci, odrzucenia czy braku zaufania. Wówczas nasza niechęć do okazywania emocji może doprowadzić do zerwania relacji i różnorodnych trudności interpersonalnych.

Jak w świecie wymagającym od nas twardego stąpania po ziemi być blisko ze swoimi emocjami?
Nie ma złych czy dobrych emocji, są to nasze naturalne, ludzkie stany. Największą zaletą prawdziwego i mądrego przyjaciela jest to, że zawsze mówi nam prawdę o nas samych, a także o tym, jak jesteśmy traktowani przez innych. Problem polega na tym, że bardzo często odsyłamy tego przyjaciela do innego pokoju, żeby go nie słyszeć. Wiele osób uważa, że w dzisiejszych czasach nie ma miejsca na smutek czy bezradność. Nie są one modne. Jeśli jednak zamkniemy się na odczuwanie smutku, zamkniemy się w ogóle na czucie, czyli także na odczuwanie radości. Należy zdać sobie sprawę, że emocje nas tylko informują i to od nas zależy, jakie działania podejmiemy. Niektóre emocje możemy nawet dziedziczyć, co potwierdza coraz więcej badań. Mało tego, będąc w relacji z osobą, która przeżywała trudne emocje, możemy się „zarazić” jej czuciem. Były prowadzone badania na zwierzętach. Jeśli jedno z nich wskutek trudnych przeżyć uruchamiało część mózgu odpowiadającą za powstawanie określonych emocji, to u innego, będącego blisko osobnika, uruchamiały się te same obszary.
Dziś mamy do dyspozycji wiele różnych sposobów, aby się zbliżyć do swoich
emocji. Można na przykład zacząć od pracy z ciałem i oddechem. Bardzo pomaga również zwykła aktywność fizyczna. Niezwykle ważni są tutaj również bliscy, którzy potrafią naprawdę nas wysłuchać.

Jak mądrze zarządzać sobą?
Każda pojawiająca się w nas emocja jest składową stanów afektywnych związanych z reakcją fizjologiczną. Te dwa komponenty mają z kolei wpływ na to, co myślimy o danej sytuacji i jak ją interpretujemy. Dopiero w następnej kolejności to determinuje nasze zachowanie. Prosty odruch typu akcja–reakcja można zastopować poprzez trening. Przykładem może być sytuacja, gdy do tej pory naszą jedyną reakcją na strach był paraliż, bo interpretowaliśmy zachowania innych jako zagrażające. Istnieje zasada, to, co we mnie: moje myśli, doświadczenia i oczekiwania, determinuje to, jak odbieram świat. Gdy więc przyjrzymy się naszym przekonaniom dotyczącym poczucia bezpieczeństwa, będziemy odbierać otoczenie jako bardziej przyjazne. Kiedy pojawi się strach, nadal może on nas sparaliżować, ale zaraz potem w wyniku interpretacji sytuacji jako niezagrażającej paraliż ustąpi. Możemy również wpływać na naszą emocjonalność, zmieniając zachowanie, ucząc się tego, co czujemy, zapisując stany emocjonalne czy pracując z ciałem. Oferta treningów asertywności, zarządzania sobą, czasem itp. jest bardzo bogata.

Co koniecznie powinniśmy o sobie wiedzieć?
Po pierwsze musimy być świadomi negatywnych przekonań, bo tylko wtedy możemy zacząć z nimi pracować i starać się zamienić je na pozytywne. Często podłożem tych przekonań są doświadczenia z dzieciństwa. Komuś powtarzano „nie bądź leniwy”. Robiono to w dobrej wierze, żeby go zmotywować do pracy, ale skutek był odwrotny. Taka osoba mogła nabrać przeświadczenia, że jest leniwa. Etykieta potrafi przylgnąć do nas na całe życie. Trudność polega na tym, że taka osoba już na dzień dobry myśli sobie: „jestem jakaś”. To ją zamyka na świat i ludzi, nie za bardzo wie na czym polega problem.
Jeśli praca na poziomie zachowań i przekonań nie przynosi efektów, może oznaczać to, że trzeba sięgnąć głębiej. Traumatyczne zdarzenia bywają tak trudne, że człowiek nie może tego przeżyć w sobie, zinterpretować, ponazywać. Najlepsze, co w przeszłości i w pierwszej kolejności może zrobić, to odciąć to doświadczenie. Ono jednak pozostaje i tarasuje drogę do pozostałych, obecnych uczuć. Wówczas mówienie o tym, co się zdarzyło kiedyś, ma bardzo duże znaczenie, bo pozwala zrozumieć i oswoić. To trudne doświadczenie nie jest już zamknięte pod kluczem. Paradoksalnie czasami chodzi tylko o to, żeby dać emocjom dojść do głosu i żeby ich wysłuchać.
Natomiast to, co zrobimy w związku z przeżywaną emocją, jest już inną rzeczą. Reakcją na złość może być wycofanie (zaciskamy zęby), agresja (krzyczymy) lub asertywność (tłumaczenie, co nam przeszkadza). To od nas zależy wybór strategii działania. Można pracować na różnych obszarach. W każdym przypadku pomoże nam to w rozwijaniu naszej inteligencji emocjonalnej, która jak pokazuje wiele badań przeprowadzonych wśród menadżerów, jest większym zasobem niż wykształcenie czy nawet doświadczenie zawodowe.

Dziękuję za rozmowę. 

Więcej informacji: http://lustropsychologiczne.pl/

Ostatnio zmieniany wtorek, 26 styczeń 2016 16:52
Więcej w tej kategorii: Kubełek optymizmu »

Logowanie