Z Jerzym Polaczkiem, posłem niezrzeszonym, ministrem transportu w latach 2005-2007 rozmawia Anna Krawczyk
Infrastruktura: Panie ministrze, w jakim kierunku zmierza polskie drogownictwo? Ostatnio dużo się mówi o przekazaniu sieci dróg krajowych samorządom... Jerzy Polaczek: Zadanie priorytetowe polskiego drogownictwa to budowa podstawowego szkieletu sieci autostradowej i ekspresowej oraz utrzymanie jej wysokiego standardu. Realizacją tego priorytetu zajmowała się i nadal będzie się zajmować Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, a jako uzupełnienie tego systemu drogowe spółki specjalnego przeznaczenia. Według deklaracji rządu od 2009 roku samorządom wojewódzkim ma być przekazana w zarządzanie dzisiejsza sieć dróg krajowych. To zły pomysł.
- Czy przekazanie tych funkcji jest już przesądzone? A jeśli tak, to kiedy miałoby ono nastąpić? - W pakiecie ustaw przygotowanych przez poprzedni rząd, czyli w reformie finansów publicznych, tego rozwiązania nie uwzględniono. W 2006 r. rozpoczęty został program modernizacji oraz wzmocnienia instytucjonalnego GDDKiA, a jednocześnie podjęto kroki zmierzające do rozdzielenia jej funkcji inwestycyjnych i utrzymaniowych, ale wewnątrz tej organizacji. Przebudowa struktury GDDKiA miała się zakończyć do końca 2009 r. i wówczas miały zaistnieć warunki prawne do utworzenia dwóch nowych instytucji: Dyrekcji Inwestycyjnej, która bez większych perturbacji przejęłaby realizację programu budowy sieci dróg ekspresowych i autostrad oraz dróg krajowych, oraz jednostki odpowiedzialnej za utrzymanie dróg krajowych w należytym standardzie.
Odpowiedzialny proces modernizacji GDDKiA z natury rzeczy musi trwać dość długo, lecz powinno się go przeprowadzać dojrzale, spokojnie i do końca. Nie można pochopnie likwidować instytucji, która ma zrealizować w programie infrastrukturalnym ponad sto inwestycji, a każda o wartości powyżej 50 mln euro, niektóre nawet kilkaset milionów euro. Pamiętajmy, że wszelkie zmiany będą wymagały również formalnych uzgodnień i aprobaty Dyrekcji Transportowej Komisji Europejskiej.
- Jaka jest Pańska opinia na temat przekazania zarządu dróg krajowych marszałkom? - Trudno o jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Nigdy nie byłem i nie jestem dogmatycznym obrońcą GDDKiA. W przeszłości wadą było jej instrumentalne wykorzystanie dla politycznych wątpliwych celów przy jednoczesnym braku jej modernizacji choćby pod kątem spraw dobrego przygotowania gwałtownie zwiększających się zadań inwestycyjnych i koszmarnie niskich płac.
Zgadzam się, że rozdzielenie funkcji inwestora i zarządcy dróg krajowych jest sprawą systemową i priorytetową, trzeba jednak uważać, żeby przy okazji nie wylać dziecka z kąpielą. W wypadku tak odpowiedzialnych zadań jak budowa i zarządzanie siecią dróg nie można podejmować gwałtownych decyzji. Rząd nie może zachowywać się w tej dziedzinie jak akrobata, gdyż skończy się to katastrofą. Jestem zwolennikiem rozważnego rozwiązania tej kwestii. Nie powinno się ono sprowadzać do tego, że zamykamy oczy bo nam się wydaje, że marszałkowie rozwiążą za nas więcej problemów.
- Jak zatem znaleźć optymalne rozwiązanie? - Decyzję powinna poprzedzić gruntowna ocena dotychczasowej pracy zarządów dróg wojewódzkich, choć i bez tego wiadomo, że wyniki będą bardzo różne w zależności od polityki drogowej danego regionu.
Może warto spojrzeć na tę sprawę przez pryzmat podobnych prób z przeszłości. Jak wygląda np. przekazywanie marszałkom województw ogólnopolskiej spółki PKP Przewozy Regionalne? Mimo że ustawowe obowiązki marszałków są określone, a samorządom zostały przypisane zadania własne w realizacji przewozów publicznych, tak naprawdę całą robotę wciąż wykonują Przewozy Regionalne. Jedyna różnica jest taka, że teraz spółka jest dotowana nie tylko z budżetu państwa, ale i z budżetów samorządowych.