Z doc. dr. hab. Henrykiem Panuszem - prezesem i Bogusławem Jankowskim - członkiem zarządu Stowarzyszenia „Społeczny Komitet Popierania Budowy Centralnego Portu Lotniczego Warszawa-Łódź" rozmawia Anna Krawczyk
Infrastruktura: Od kilku lat słyszy się, m.in. za sprawą Stowarzyszenia, które Panowie reprezentują, o potrzebie wybudowania w Polsce Centralnego Portu Lotniczego (CPL). Dlaczego powinien powstać akurat w Polsce? Bogusław Jankowski: Polska jest krajem otwartym topograficznie, o strategicznym położeniu w centrum Europy. Mamy szansę stać się krajem tranzytowym, przez który mógłby przebiegać transport z Europy Zachodniej na wschód aż do Azji. Powiedziałem mógłby, bo na razie jesteśmy zakałą komunikacyjną Europy. Polska omijana jest szerokim łukiem. Do Kaliningradu z Niemiec uruchomiono prom kolejowy, bo z zarządem polskich kolei nie można się było porozumieć. Innym przykładem jest gazociąg z Rosji, który będzie biegł dnem Bałtyku z pominięciem Polski. Problem polega na tym, że Polacy, jakby w obawie przed zachodnim kapitałem, wolą przycupnąć i siedzieć cicho. Tymczasem mamy obiektywne warunki, aby służyć Europie, jako kraj tranzytowy.
Henryk Panusz: Potrzeba wybudowania lotniska wynika z sytuacji ekonomicznej w krajach azjatyckich. Zanim jednak przejdę do uzasadnienia tego rodzaju rozumowania, chciałbym powrócić do naszej sytuacji ekonomicznej.
Polska przez 200 lat była narażona na drenaż gospodarczy. Okres trudny dla Polski rozpoczął się w momencie jej rozbiorów i trwał do 1989 roku. Proszę zauważyć, jak wiele wysiłku trzeba było, by po 150 latach rozbiorów, odmiennych tradycji, praw, języków i nawet różnych torów kolejowych dokonać zjednoczenia Polski. Przy czym traktat wersalski, po I wojnie światowej, nie zakończył procesu odzyskiwania niepodległości. Potrzeba było jeszcze wojny polsko-bolszewickiej, trzech Powstań Śląskich, Powstania Wielkopolskiego, przeprowadzenia plebiscytu na Mazurach, wejścia Czechów na Śląsk Zaolziański, żeby ostatecznie wyznaczyć granice kraju. Odbudowa rozpoczęła się więc dopiero w 1922 roku, przy olbrzymiej inflacji. I oto po 18 latach niezbyt pokojowego istnienia II Rzeczypospolitej, w 1939 roku nasz kraj po raz kolejny rozebrano. W Teheranie włączono nas w strefę wpływów Związku Radzieckiego, co znowu kosztowało nas 50 lat zacofania gospodarczego. Na dodatek w 1947 roku, podczas gdy kraje zachodnie otrzymały pomoc w ramach tzw. Planu Marshalla, nam nie pozwolono zeń skorzystać. Kiedy więc inni mogli kupować maszyny amerykańskie i prowadzić odbudowę kraju w sposób zmechanizowany, w Polsce odbudowywano kraj w oparciu o technologie radzieckie.
W rezultacie, w 1989 roku państwo było całkowicie wydrenowane z zasobów finansowych i zadłużone. Łączne straty, jakie Polska poniosła podczas tych 200 lat, to biliony dolarów. Powstaje więc pytanie: co zrobić, żeby dogonić kraje, których historia biegła inaczej i móc z nimi konkurować? Trzeba wymyślić takie działania, które spowodują napływanie do Polski olbrzymiej ilości własnego kapitału. Muszą to być produkty i usługi, które można eksportować i za które można będzie otrzymywać duże pieniądze. Tym na pewno nie będzie węgiel ani podstawowe produkty żywnościowe, które - owszem - przynoszą dochód, ale w sektorze FMCG (Fast Moving Consumer Goods) istnieje bardzo duża konkurencja. To musi być coś, co wychodzi z wyprzedzeniem naprzeciw przyszłym potrzebom ludzi tak, żeby w momencie uruchomienia być pierwszym. Znane już są takie przykłady. Proszę popatrzeć na Finlandię, która była w jeszcze gorszej sytuacji niż Polska, bo przegrała II wojnę światową. Otóż Finowie handlują nie tylko rybami i drewnem, ale wymyślili również Nokię i to wcześniej niż pojawili się inni producenci telefonów komórkowych. Japonia, która po II wojnie światowej wykorzystała wynalazki amerykańskie, postawiła na elektronikę i małe samochody, co pozwoliło jej z pozycji kraju zacofanego kulturowo i technologicznie, wyskoczyć do pozycji przodującej potęgi przemysłowej. Innym bliższym nam przykładem jest Łódź. Mimo straty niepodległości, dzięki wyobraźni i świadomości członków rządu Królestwa Polskiego, pojawiła się dla Łodzi perspektywa rozwoju ekonomicznego. Dojrzano bowiem obok siebie olbrzymie imperium carskie pozbawione przemysłu włókienniczego i bezrobotnych tkaczy w Saksonii, Holandii, Prusach i Austrii, których zachęcono do osiedlenia i pracy. Dzięki temu powstało miasto, które w ówczesnym okresie najdynamiczniej się rozwijało. Łódź wyrosła na potęgę włókienniczą zanim powstały inne konkurencyjne ośrodki.
Przykłady te pokazują, że tylko dzięki zaproponowaniu z odpowiednim wyprzedzeniem rozwiązań czy produktów, które wychodzą naprzeciw potrzebom ludzkim, jesteśmy w stanie rozwinąć naszą gospodarkę
w pościgu za czołówką.