Wydawca i redaktor naczelna „Infrastruktury" pani Anna Krawczyk radzi nie zatruwać sobie życia żalami i narzekaniem, tylko starać się dostrzegać pozytywy i ze spokojem podchodzić do problemów, które trzeba rozwiązać.
Często wystarczy tylko w odpowiedni sposób pokierować myślą. Zapewne Pani redaktor
podzieliłaby opinię stoików, którą obrazowo wyraził Epiktet: „jeżeli chcesz, kruk zwiastuje ci pomyślność".
Jej zdaniem, jako zwolenniczki szkoły optymizmu, bardziej popłaca podkreślanie zalet niż odkrywanie i piętnowanie wad. Postawa taka nie wyklucza jednak krytycznego patrzenia na otaczającą rzeczywistość, weryfikowania utrwalonych poglądów, a w razie potrzeby tępienia frazesów, które ładnie brzmią, ale niewiele znaczą.
Co zatem można zrobić, wiedząc, że nie ma szans ani na szybką naprawę dróg, które są bodaj najniebezpieczniejsze w Europie, ani na wybudowanie autostrad? Nie ma innej rady, jak tylko poprawić technikę jazdy. Powszechnie wiadomo, że drogi są za wąskie i zbyt gęsto zabudowane, ponadto biegną przez małe miejscowości, gdzie przejścia dla pieszych są zwykle nieoznakowane. Dopóki ta sytuacja się nie polepszy, trzeba liczyć na siebie, na swój rozsądek i umiejętności.
Przyczyną przeszło połowy wypadków jest brak wyobraźni (np. przy wyprzedzaniu) oraz złe nawyki.
Jazda powinna być płynna, bez szarpania i gwałtownego hamowania. Opierający obie ręce na kierownicy kierowca powinien traktować pozostałych uczestników ruchu z ograniczonym zaufaniem i starać się przewidzieć potencjalne zagrożenie z ich strony.
Ryzyko wystąpienia wypadku jest u nas kilkadziesiąt razy większe niż np. na autostradach w Niemczech. Kilkuletnie badania pozwoliły ustalić najniebezpieczniejsze odcinki dróg krajowych, co po raz pierwszy zostało odnotowane w atlasie drogowym. Najtragiczniej jest na górzystych obszarach Polski południowo-wschodniej i południowo-zachodniej, gdzie panuje ożywiony ruch przygraniczny. Ale na czarno jako drogi śmierci zaznaczono również drogi między Warszawą a Białą Podlaską, Warszawą a Lublinem, Radomiem a Rzeszowem, Radomiem a Krakowem, Bydgoszczą a Gnieznem, Toruniem a Włocławkiem. Najbezpieczniej jeździ się odcinkami autostrady między Poznaniem a Łodzią i między Gdańskiem a Grudziądzem.
Wprawdzie nowych dróg przybywa bardzo mało, ale za to ma się pojawić multum fotoradarów. Mają one obronić przed piratami drogowymi normalnych uczestników ruchu i pozwolić im przeżyć do momentu zbudowania sieci dróg ekspresowych i autostrad z prawdziwego zdarzenia.
Dziwne wydają się spory i polemiki na temat tego, czy fotoradary spowalniają ruch, czy tylko rejestrują wykroczenia kierowców przekraczających dozwoloną prędkość. Do niedawna ustawiano makiety policyjnych radiowozów, sylwetki policjantów, ostrzegające o kontroli radarowej tablice i ślepe radary. Celem było oczywiście okiełznanie nadmiernego temperamentu oraz agresywności kierowców, a także przeciwdziałanie ich bezmyślności i głupocie. Obecnie funkcje te przejmie system fotoradarów. W żaden sposób jednak nie rozwiązuje to problemu naprawy starych i budowy nowych dróg.