Menu

Logowanie

rejestracja
01.07.2007

Odpowiedzialność

Jerzy Kosieradzki

W tym felietonie chciałbym się zająć zapomnianym (przez wielu) pojęciem „odpowiedzialność". Aby wyjaśnić, o co dokładnie mi chodzi, posłużę się przykładami.



Panujące zimą 2006 r. w Polsce mrozy spowodowały wzrost zapotrzebowania na gaz, w efekcie czego jego ciśnienie, szczególnie na końcówkach rurociągów, gwałtownie spadło. Dało się to odczuć m.in. na jednym z krakowskich osiedli domków jednorodzinnych, na którym mieszkał bardzo ważny urzędnik. Jak ujawniły media, po interwencji (czyjej - tego nie zdołał ustalić nawet prokurator) do osiedla pociągnięto dodatkowy rurociąg, zawieszając go na płotach i słupach wzdłuż ulicy. Skandal, który wybuchł, był zbyt głośny, aby dało się go zignorować, i do akcji wkroczył prokurator. Niczym nie zabezpieczony rurociąg gazowy nie może przecież leżeć sobie na ulicy!

Ale co to ma wspólnego z odpowiedzialnością? Otóż prokurator umorzył postępowanie, argumentując, że nie doszło do przestępstwa, bo działano w stanie wyższej konieczności. Decydująca okazała się opinia jednego biegłego, w której napisano: Przed uruchomieniem dokonano próby szczelności i instalacja była pod stałym nadzorem. Ekspert wykluczył możliwość dojścia do eksplozji - byłaby możliwa jedynie, gdyby awaria zdarzyła się w zamkniętym pomieszczeniu, przy odpowiednim stężeniu gazu. Gazociąg zaś był na wolnym powietrzu.

Czy autor tej opinii wiedział, co to jest rurociąg gazowy pod ciśnieniem? Wśród nagrodzonych w tegorocznym konkursie World Press Photo znalazło się zdjęcie opisane następująco: Potężna eksplozja gazociągu na biednych przedmieściach Lagos w Nigerii spowodowała śmierć ok. 600 osób. Szkoda że sądowy znawca go nie widział. Polecam.

Może jednak przypadkowo przeczyta ten felieton i wyobrazi sobie, co mogłoby się stać, gdyby jakiś samochód wpadł w poślizg, uderzył w rurociąg i uszkodził go, wskutek czego nastąpiłby zapłon gazu. A gdyby jeszcze wjechał w to wszystko autobus miejski... Czy wtedy także prokurator oparłby się na opinii owego „wybitnego eksperta"? Ciekawe byłoby też zobaczyć reakcję prominenta, na którego interwencję, prośbę, sugestię, życzenie (odpowiednie podkreślić) rurociąg położono.

Zwracam się w tym miejscu do czytelników, którzy muszą dokonywać ocen i weryfikacji pracy innych. Piszmy uczciwie, co rzeczywiście myślimy, a nie to, czego oczekuje od nas zleceniodawca. Czasami nasza opinia może zadecydować o czyimś losie.

Gdy doszło do zawalenia się Hali Katowickiej, wielu zastanawiało się, kto zawinił, co było rzeczywistym powodem katastrofy (zawsze jest to nałożenie się paru przyczyn). Niedawno usłyszałem, że podobno prokurator włączył do sprawy dwie osoby z firmy, która dokonywała wcześniejszej naprawy hali. Zarzut? Nie zawiadomili prokuratury o niebezpieczeństwie zawalenia się budynku, tylko zrobili swoje i... poszli. Teraz mogą usłyszeć oskarżenie, że nie wykazali dostatecznej troski o bezpieczeństwo ludzi.

Jedno prawo, jedna prokuratura, a tak skrajnie różne podejścia do zgłoszonych spraw.

Przyznam, że trudno mi przezwyciężyć przygnębienie. Gdzie się podziała moralność?

Najpierw ktoś wpadł na pomysł „wzmocnienia" dostawy gazu w sposób, po który nigdy by nie sięgnął, gdyby w grę nie wchodził interes prominenta. Potem ktoś to wykonał, a przecież musiał mieć świadomość, że ryzykuje karierę i nie tylko, gdyby coś się stało. Pękają rurociągi ułożone zgodnie z wszelkimi przepisami, bo ktoś przypadkowo najechał na nie koparką, a co dopiero mówić o takim prowizorycznym. Ktoś następny wpuścił do tego rurociągu gaz. Czy w tym ciągu fachowców nie było nikogo, kto miałby odwagę się sprzeciwić i wytknąć, że to zwykłe przestępstwo?

Brak odpowiedzialności u osób odpowiadających za nasze bezpieczeństwo jest wprost porażający. Niestety nie wiąże się to z żadnymi konsekwencjami. Nic mi nie wiadomo, aby ktokolwiek został za to ukarany. Czy nie powinien? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, a wtedy będzie wiedział, co to jest odpowiedzialność.