Chcąc szybko przeprawić wojsko przez Ren, Juliusz Cezar kazał zbudować dwa mosty. Miejsce na pierwszą przeprawę wybrał w pobliżu dzisiejszej Kolonii, gdzie szerokość rzeki wynosiła ok. 400 m, a głębokość 3 m
Od chwili zwiezienia budulca wódz Rzymian potrzebował 10 dni na postawienie obiektu, którego konstrukcję szczegółowo opisał w „Pamiętnikach o wojnie galijskiej". Dwa lata później stanął drugi most nieco dalej w górę rzeki, nieopodal dzisiejszej Koblencji. Tym razem dzięki wcześniej wypróbowanemu sposobowi budowy i zapałowi legionistów dzieło zostało ukończone w ciągu kilku dni (paucis diebus opus efficitur).
W obu wypadkach konstrukcja była szczególnie wytrzymała. Pale były wbijane za pomocą kafarów nie pionowo, jak stawia się słupy, lecz pochyło jak krokwie dachowe, co czyniło most stabilnym i pozwalało mu wytrzymać napór wód rzeki.
Może to zbyt daleko idące porównanie, ale o ile Cezar bił rekordy szybkości podejmowania decyzji i działania, o tyle budowa czy naprawa mostów i wiaduktów w Polsce bije rekordy powolności, ślamazarności i niedołęstwa. Jak ulał pasuje do tej sytuacji tytuł książki Tadeusza Łopalewskiego „Kaduk, czyli wielka niemoc".
Gdy Naczelna Izba Kontroli ogłosiła wyniki kontroli stanu mostów w Polsce, okazały się one przerażające. Na 1650 zbadanych bez mała 90 w ogóle nie nadawało się do użytku, a co czwarty wymagał gruntownego remontu. Niektóre trzeba by było natychmiast zamknąć albo chociaż ograniczyć na nich ruch.
W kiepskim stanie jest warszawski most Grota-Roweckiego, którym dziennie przejeżdża ponad 140 tys. samochodów. Trzeba było wyłączyć z ruchu dwa pasy na wiadukcie północnym, ponieważ groził zawaleniem. Chcąc ulżyć kierowcom, zmontowano dodatkową nitkę z elementów starego mostu Syreny, ale poza tym prawie od dwóch lat nic się tutaj nie dzieje. Symboliczne są sterczące nieopodal wstydliwie kikuty filarów niedokończonych przed laty rozjazdów.
Trasa Łazienkowska też znajduje się w opłakanym stanie. Co roku kolejna jej część jest zamykana dla ruchu. Już dawno miał być wybudowany most Północny, który by poprawił komunikację w mieście, tymczasem z powodu generalnego remontu wiaduktu Pancera zamknięto most Śląsko--Dąbrowski.
O tym, że niektóre warszawskie wiadukty zaczną się sypać, wiadomo było już kilka lat temu. Ze względu na groźbę katastrofy zamknięto wiadukt przy dworcu Gdańskim, odcinając od centrum jedną z dzielnic. Niestety, dopiero teraz, gdy koszmar stał się rzeczywistością stołeczne władze zaczęły przygotowywać przetarg na postawienie nowego obiektu.
Na tym wiadukcie jak w soczewce skupiły się wszystkie niedostatki i wady machiny inwestycyjnej. Ekolodzy, drogowcy, kolejarze i urzędnicy przeszkadzali sobie nawzajem, wręcz rzucając jedni drugim kłody pod nogi. Inwestycja była stale blokowana, ostatecznej decyzji środowiskowej i pozwolenia na budowę wciąż nie było, na co wpływ miało tyle instytucji, że odpowiedzialność całkowicie się rozmywa. W rezultacie nikogo nie można wyciągnąć za uszy na światło dzienne i obarczyć winą.
Oprócz kompromitacji stolicę, która utonie w korkach, czeka paraliż komunikacyjny. Pytanie, jak pozbyć się tego kaduka i przełamać niemoc, która paraliżuje drogownictwo, nie jest czysto retoryczne!