Podczas gdy w Kopenhadze trwała Konferencja Klimatyczna ONZ, w Warszawie odbywało się spotkanie polityków, ekspertów i przedstawicieli biznesu z trzech państw - Polski, Niemiec i Ukrainy. Tematykę polsko-ukraińsko-niemieckiej konferencji energetycznej (17-18 grudnia 2009 r.) zdominowały dwa zagadnienia: bezpieczeństwo energetyczne i dążenie do gospodarki o niskiej emisyjności dwutlenku węgla. Organizatorem spotkania była Fundacja Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI oraz Agencja Rozwoju Przemysłu.
Bezpieczeństwo energetyczne państw europejskich w dużym stopniu zależy od dostaw gazu. Można je więc rozumieć jako gwarancję ciągłości dostaw oraz dostępność produktu po rozsądnej cenie. Większość gazociągów w Europie przebiega wzdłuż linii wschód-zachód. Brakuje sieci przesyłowych na linii północ-południe.
Konflikt gazowy między Rosją a Ukrainą w styczniu 2009 r. poważnie zachwiał pozycją obu państw. Straciły one zarówno pod względem politycznym, jak i gospodarczym. W opinii innych państw zyskały miano niestabilnych, takich, w których trudno lokować kapitał. Według informacji podawanych przez media zadłużenie Ukrainy, największego kraju tranzytowego, wobec Rosji z tytułu niezapłaconych rachunków za dostawy gazu wynosiło
2 mld $. Po wygaśnięciu kontraktu Ukraina nie podpisała kolejnego na rok 2009. W odpowiedzi rosyjski koncern państwowy Gazprom, zamiast szukać polubownego rozwiązania sporu, wstrzymał dostawy gazu. Warto przypomnieć, że panowała wówczas wyjątkowo sroga zima.
W kolejnych dniach stycznia Gazprom odciął od dostaw surowca Chorwację, Grecję, Turcję, Bułgarię i Macedonię. Ograniczone ilości gazu popłynęły do Austrii, Węgier i Rumunii. Związane to było z kryzysem na linii Gazprom-Naftogaz (ukraińska firma gazownicza). Rosyjska spółka oskarżyła Ukraińców o nielegalne magazynowanie zapasów gazu przed datą wygaśnięcia kontraktu i zakręcenie 3/4 rurociągów. Strona ukraińska zaś wskazywała na nielegalne zmniejszenie dostaw gazu na zachód z 300 do ok. 92 mln m3. Konflikt miał także wątek polityczny związany z dążeniami imperialistycznymi Rosji.
Mykhaylo Gonchar z Centrum Nomos w Kijowie zwrócił uwagę, że powołana przez UE komisja do ustalenia winnych zaistniałej sytuacji dotąd nie ogłosiła żadnych wniosków.
Mówił, że strona rosyjska wyolbrzymia kłopoty Naftogazu: niezdolność do organizowania tranzytu oraz regulowania opłat za gaz. Próbuje przekonać Europę, że krajem odpowiedzialnym za przerwy w dostawach jest Ukraina. Dla Rosji są to tematy zastępcze, które służą do zakamuflowania prawdziwych problemów Gazpromu, np. tego, że źródła syberyjskie są na wyczerpaniu. W okresie największych mrozów (styczeń-luty) firma ta po prostu nie jest w stanie dostarczyć wystarczającej ilości gazu do Europy.
Przyjęcie tego faktu przez Unię do wiadomości i porzucenie dotychczasowej biernej postawy jest jednak dla niej niewygodne, ponieważ oznacza kłopoty związane z międzynarodowymi umowami na dostawy gazu.
Sytuacja kryzysowa odpowiada także firmom energetycznym, gdyż pozwala im podnosić ceny gazu: rynek europejski jest w stanie ponosić wyższe opłaty, więc Rosji może zależeć na niestabilnej sytuacji w dostawach. Wstrzymanie tranzytu gazu przez Ukrainę i wywołanie trudności energetycznych w Europie wpłynęło na przyspieszenie prac przy budowie rurociągów gazowych Północnego i South Stream (z Rosji do Europy Zachodniej, z pominięciem Ukrainy, Polski, Białorusi i krajów bałtyckich), docelowo służących uzależnieniu krajów Unii od dostaw rosyjskiego gazu.
Zdaniem Mykhaylo Gonchara potrzebny jest transparentny system monitorujący przesył surowca. Nie powinien on opierać się na ludzkich kompetencjach, wynikach badań, gdyż te nie są rzetelne, lecz powinien być zautomatyzowany. Każde zmniejszenie ciśnienia gazu powodowałoby przepływ informacji do centrali, w którym miejscu na linii do tego doszło. Wówczas byłoby jasne, która firma ponosi odpowiedzialność za problemy w dostawach. Podpisane przez Komisję Europejską i Ministerstwo Energetyki i Paliw Federacji Rosyjskiej memorandum nie gwarantuje takiej przejrzystości - dane mogą być łatwo fałszowane i wykorzystywane do różnych interpretacji zdarzeń.
Niezależnie od tego, kto był winien kryzysu gazowego, ujawnił on liczne niedostatki, m.in. brak rezerwuarów gazu ziemnego, interkonektorów, planów kryzysowych. Okazało się także, że nie ma możliwości odwrócenia kierunku przepływu gazu oraz wprowadzenia zmian w międzypaństwowych mechanizmach koordynacyjnych. Doświadczenie to dało impuls do poszukiwań sposobów zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego krajów UE. Pojawiły się pomysły dotyczące dywersyfikacji, rozwijania energii jądrowej i sieci gazociągów.
Komisja Europejska odrzuca jedynie poprawę obowiązującej, a dotyczącej bezpieczeństwa dyrektywy 2004/67/EG. W lipcu 2009 r. przedstawiła projekt rozporządzenia w sprawie zapobiegania kryzysom w sektorze gazowym. Po przyjęciu przez Radę i Parlament rozporządzenie stanie się obowiązujące w państwach członkowskich, ale nie będzie musiało być implementowane do prawa narodowego. Prace nad projektem nie zakończą się jednak szybko. Udzielenie odpowiedzi na uwagi i liczne zapytania ze strony państw członkowskich z pewnością zajmie sporo czasu.
Obecnie przeważa pogląd, że każde z państw powinno być w jednolitym stopniu przygotowane do radzenia sobie z kryzysem. W sytuacji załamania się głównej infrastruktury gazowej musi przez 60 kolejnych dni zaopatrywać w gaz gospodarstwa domowe i innych chronionych odbiorców (szkoły, szpitale). Wymaga to opracowania różnych scenariuszy, oceny ryzyka, systemów koordynacji regionalnej i międzynarodowej. Duża rola w tym procesie przypadnie instytucjom regulującym.