Władze państwowe w ciągu tygodnia przesyłają opinii publicznej sprzeczne sygnały. W konflikcie o estakadę w Dolinie Rospudy na początku premier powiedział twardo „jeśli ustąpimy możemy się pożegnać z programem autostradowo-drogowym rządu", potem polecił kontrolę dokumentów przetargowych w Oddziale Białostockim GDDKiA, w końcu chce przeprowadzić referendum w tej sprawie. Zamiast jednak powstrzymać eskalację napięcia i wprowadzić sprawę przebiegu obwodnicy Augustowa w wysokie stany emocji, zamiast dostarczyć kompetentnych ocen i stanowisk idziemy na konfrontację.
Media zręcznie dla podsycania nastrojów każą nam wybierać między racjami ekologów zawieszonych na sosnach, mówiących o barbarzyńskim łamaniu europejskiego prawa, a mieszkańcami miasta, najlepiej umieszczonych na tle przydrożnych krzyży, upamiętniających ofiary wypadków drogowych. W zależności od wrażliwości i poglądów, przyłączamy się to do jednej, to do drugiej strony, a właściwie chcemy powiedzieć „zróbcie tak, aby było dobrze". Na mapkach z dokładnością do 10 kilometrów prezentują się alternatywne ponoć nieszkodzące nikomu przebiegi.
Powstaje wysoce szkodliwy obraz, w którym barbarzyńcy, nie zważając na prawo i przyrodę, chcą z niecnych powodów zabetonować każdy listek, roślinkę i zwierzątko, a każdy ekolog czy kandydat na ekologa jest wyrocznią w sprawie lokalizacji dróg, oddziaływania inwestycji na środowisko, retencji, prawodawstwa, technologii, ochrony gatunkowej, prawa wodnego etc. Z drugiej strony na protestujących ekologów próbuje się patrzeć jak na emisariuszy wrogich sił, które w ekosystemie nie widzą miejsca dla człowieka, a już na pewno mieszkańca Augustowa. Cóż daje inicjatywa referendum w podlaskim, kiedy zdecydowana większość ludzi postawiona jest przed fałszywym wyborem bez dostępu do wiarygodnych nietendencyjnych informacji. Jeśli to ma być skuteczny sposób na rozwiązywanie trudnych spraw, to proponuję audiotele w sprawie oczyszczalni ścieków Czajka w Warszawie: „Czy chcesz, aby dalej do królowej polskich rzek płynęła ponad jedna trzecia ścieków surowych produkowanych przez mieszkańców stolicy, czy też chcesz wysłuchania ruchów ekologicznych i mieszkańców okolicznych osiedli, którzy sprzeciwiają się rozbudowie i modernizacji". Tą drogą do niczego nie dojdziemy!
Na naszych oczach widać jak wielki wysiłek, który zrobiliśmy w latach 1990-2006, popada w ruinę. W przestrzeń publiczną, nie tylko do Polskiej opinii publicznej, płynie fatalny sygnał. Jesteśmy oto barbarzyńskim krajem, w którym nie przestrzega się europejskich standardów w dziedzinie ochrony środowiska, łamie się nie tylko prawo, ale i procedury. Lider we wdrażaniu unijnych dyrektyw środowiskowych, kraj, który między innymi poprzez skuteczny system funduszy ekologicznych dokonał i dokonuje imponującego wysiłku inwestycyjnego, w ramach profesjonalnej polityki ekologicznej, realizowanego przez administrację rządową i samorządową, organizacje obywatelskie, zostaje napiętnowany. Nie jesteśmy barbarzyńcami. Jeszcze przed wstąpieniem do Unii mieliśmy solidne prawo, mocne instytucje i mechanizmy. Co ważne, w ramach procesów przygotowujących procesy inwestycyjne, na każdym etapie stosuje się analogiczne albo wręcz te same procedury i wymagania. Dlaczego w tym krzyku o Dolinę w okolicach Augustowa nie słychać głosu fachowców, których Polska posiada, tych którzy prowadzili czasochłonną i kosztowną analizę oddziaływania na środowisko? Dlaczego nikt nie mówi o odwołaniach na kolejnych etapach postępowania do niezawisłych sądów i ich wyrokach? Dlaczego głosu nie udziela się najwybitniejszym znawcom? Dlaczego rzeczowy dialog i merytoryczną dyskusję przekształca w emocjonalne starcie?